Wyświetlono wypowiedzi znalezione dla zapytania: Policja Katowice Komenda Główna





Temat: Polska policja pomaga przestepcom
Polska policja pomaga przestepcom
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030804/kraj/kraj_a_2.html

Z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach od kilku
lat wypływały tajne informacje do przestępców - dowiedziała
się "Rzeczpospolita". Najbardziej zaufani oficerowie pomagali przestępcom i
brali łapówki od gangsterów.

Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji ustaliło, że aresztowany pół
roku temu komisarz Krzysztof M. przekazywał tajne informacje swojemu
agentowi - Andrzejowi M., rezydentowi mafii wołomińskiej na Śląsku. - Sprawa
została skierowana do prokuratury - lakonicznie informuje Sławomir Cisowski,
rzecznik komendanta głównego policji, i odmawia podania dalszych informacji.

"Rzeczpospolitej" udało się jednak ustalić szczegóły wydarzeń. Według naszych
informacji gangster Andrzej M. niedawno został wydany przez Hiszpanię polskim
władzom. Wpadł w czasie przemytu narkotyku ecstasy z Holandii. Teraz zeznaje
w prokuraturze, jest podejrzewany m.in. o kilka zabójstw i kradzieże
samochodów. Nasi rozmówcy opowiadają o bankietach organizowanych przez
gangstera, w których brali udział policjanci z wydziału kryminalnego.

Funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych - czyli "policji w policji" -
podejrzewają, że komisarz Krzysztof M. kilka razy pomagał gangsterowi w
kłopotach, np. pomógł mu uciec ze szpitala psychiatrycznego w Toszku, gdzie
kilka lat temu schronił się przed aresztowaniem.

Komisarz M., w czasie przesłuchania w sprawie głośnego przed paru laty napadu
na hipermarket Makro w Zabrzu (ze skarbca skradziono ponad milion złotych),
doprowadził do ujawnienia Andrzejowi M. tożsamości jednego ze świadków. -
Andrzej M. przez niedomknięte drzwi pokoju przesłuchań zobaczył Adama P. ps.
Adaś. Potem poszła plotka, że to on sypie i zastrzelili go. Jednak nie za
Makro, ale za to, że ukradł "Wołominowi" mercedesa z kilogramami heroiny,
której nie chciał oddać. A o interesy mafii na Śląsku dbał Andrzej M. -
wyjaśnia nasz informator.

Nad głową komisarza M. zebrały się ciężkie chmury. Po analizie billingów z
telefonu komórkowego, Prokuratura Okręgowa w Katowicach oficjalnie postawiła
mu zarzut utrudniania śledztwa w sprawie zabójstwa dwóch policjantów w
Czechowicach Dziedzicach w maju 2002 roku. Z informacji "Rz" wynika, że
Przemysław M. - jeden z czterech uczestników strzelaniny, zatrzymany kilka
godzin po tym wydarzeniu - dzwonił do zastępcy komendanta miejskiego policji
w Bytomiu z komórki komisarza Krzysztofa M.

- To przekroczenie procedur. Zgodę na kontakt w czasie przesłuchania wydaje
prokurator, ale nie było go w pokoju. Nie wiemy, jaka była treść rozmowy, z
rejestru rozmów wynika, że trwała długo - wyjaśnia nasz informator.

Dlaczego Przemysław M. dzwonił właśnie do wicekomendanta? Prokuratorzy
ustalili, że matka Przemysława M. jest bliską znajomą zastępcy szefa policji
w Bytomiu i w ten sposób syn chciał go prosić o załatwienie adwokata. W
bytomskiej komendzie dowiedzieliśmy się, że zastępca szefa komendy przebywa
do końca sierpnia na urlopie.

Kiedy pół roku temu komisarz Krzysztof M. został aresztowany, prokurator
zarzucił mu "jedynie" żądanie 3 tys. dolarów łapówki, przywłaszczenie
telefonu komórkowego i butelki whisky. Później do aresztu trafił Dariusz K.,
jego kolega zza biurka, a sprawa nabrała większej wagi.

Po ujawnieniu afery policjanci operacyjni skarżą się teraz, że werbunek
informatorów praktycznie ustał. Konfidenci boją się, że nikt nie jest w
stanie zapewnić im bezpieczeństwa. Mają ku temu powody.

W wydziale kryminalnym po tych aresztowaniach w ciągu kilku miesięcy
wymieniono ponad połowę funkcjonariuszy i zreorganizowano wydział. - Z
wydziału przeniesiono na prowincję wszystkich "niepewnych" oraz tych, którzy
przyjaźnili się z Krzysztofem M. i Dariuszem K. Niewiele brakowało, żeby
doszło do większej wpadki, bo M. miał pracować w utajnionej sekcji zajmującej
się werbowaniem informatorów - mówi jeden z oficerów.






Temat: Min. Ziobro - zwołaj szybko kolejną konferencję!
Min. Ziobro - zwołaj szybko kolejną konferencję!
Ziobro z Kaczmarkiem zepsuli akcję przeciw pedofilom

Po co te konferencje? - zastanawiają się policjanci

Gdy we wtorek w południe przed kamerami stacji telewizyjnych minister
sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i
Administracji Janusz Kaczmarek poinformowali o ogólnopolskiej akcji policji
skierowanej przeciw osobom rozpowszechniającym w Internecie treści
pedofilskie, policjanci prowadzący akcję nie kryli zdenerwowania. Obława
bowiem jeszcze trwała... Policjanci prowadzący sprawę nie zdążyli zbadać
treści większości dowodów, nie postawiono jeszcze zarzutów.

Wyszli przed szereg. Pospieszyli się z tym wypinaniem piersi do orderów. Mogli
chociaż poczekać aż koledzy skończą realizację sprawy - mówi jeden ze śląskich
oficerów. Policjant z Komendy Głównej Policji dodaje: To paranoja. Mieliśmy
poustawiane zasadzki. A tymczasem informacja poszła w eter. Po co? - mówi
oficer. I dodaje, że sprawa jest tym bardziej niesmaczna, bo w poniedziałek w
strzelaninie przed zakładem karnym w Sieradzu, zginęło trzech policjantów. To
byli nasi koledzy. Należy im się szacunek i cześć. W ministerstwie chociaż
jeden dzień z tym chwaleniem się mogli poczekać - mówi oficer.

Największa część wtorkowej akcji została przeprowadzona w województwie
śląskim. Prawie stu policjantów z Bielska-Białej, Cieszyna, Katowic, Pszczyny,
Sosnowca, Tychów, Bytomia, Gliwic, Pyskowic, Rudy Śląskiej, Częstochowy i
Dąbrowy Górniczej ruszyło do akcji. Na naszym terenie zabezpieczono 44
komputery, w tym dwa serwery, 25 twardych dysków, ponad tysiąc płyt, karty
pamięci i dyskietki z pedofilskimi treściami. W całym kraju zabezpieczono w
sumie 88 komputerów i tysiące płyt z pornografią. Teraz dowodami zajmą się
biegli. Zbadają zawartość nośników danych - mówi Janusz Jończyk z zespołu
prasowego KWP w Katowicach.

W całym kraju zatrzymano 34 podejrzanych, ale w województwie
zachodniopomorskim ani jednego. Jak podkreślają policjanci, nie było takiej
konieczności. Sześć osób, zatrzymanych poza Śląskiem, zostało aresztowanych.
Odpowiedzą za posiadanie i rozpowszechnianie treści pedofilskich.

Nie możemy opowiadać o szczegółach śledztwa dla jego dobra. Sprawa jest w
toku, zatrzymania trwają - tłumaczył prok. Robert Płoch, szef Prokuratury
Apelacyjnej w Rzeszowie, który nadzoruje i koordynuje śledztwo. Nie chciał też
opowiedzieć o powiązaniach międzynarodowych grupy. Za wcześnie. Nie teraz.
Naprawdę nie mogę ujawnić takich informacji - podkreślał Płoch. Takich
obiekcji nie miał minister Janusz Kaczmarek: Wielu podejrzanych miało kontakty
z pedofilami z zagranicy - mówił dla radia RMF. A minister Ziobro dodawał:
Materiał dowodowy w tej sprawie jest twardy. I zaznaczał, że nie popuści
pedofilom.

Policjanci z całego kraju na szajkę rozpowszechniającą dziecięcą pornografię
uderzyli w kilkudziesięciu miejscach. Akcję przygotowywano długo i w
najdrobniejszych szczegółach. Koordynował ją centralny zespół do walki z
handlem ludźmi Komendy Głównej Policji. Wszystko zaś zaczęło się od ustaleń
rzeszowskich policjantów. Wykryli oni, że działająca grupa wymieniała się
przez Internet filmami i zdjęciami pedofilskimi i zoofilskimi. Policjanci
ustalili, że spotykali się na forach internetowych, tych dla dzieci.
Nawiązywali kontakty, przesyłali sobie materiały.

Jak poinformował szef MSWiA Janusz Kaczmarek, wśród podejrzanych znalazł się
także oficer ABW. Potem okazało się jednak, że minister przesadził. Chodzi o
oficera z Rzeszowa. Tyle tylko, że... nie ściągał on, ani nie rozpowszechniał
pedofilskich treści. Nie dostanie też zarzutów. Na osiedlu założył sieć
internetową. Jeden z użytkowników nadużył jego zaufania. Kim jest użytkownik,
okaże się po zbadaniu serwera.






Temat: Jednak insekty zaczeto niszczyc! Brawo!
Jednak insekty zaczeto niszczyc! Brawo!

Policja wie, kto deklarował, że zabije papieża

Marcin Pietraszewski, Katowice, jach (05-08-2002 16:57)

Policja zna nazwisko mężczyzny, który groził na naszym forum gazeta.pl, że w
czasie najbliższej pielgrzymki zastrzeli Jana Pawła II. Sprawą zajęła się też
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odpowiada za walkę z terroryzmem.

Przypomnijmy, że w sobotę na internetowym forum "Gazety" pojawiła się
deklaracja, której autor zapowiadał, że ma broń i zastrzeli Jana Pawła II w
czasie jego najbliższej pielgrzymki do Polski. Szukał chętnych, którzy
pomogliby mu w organizacji zamachu. Pod informacją widniało nazwisko Rafała
M. z Chorzowa oraz numer jego telefonu.

- Ktoś zrobił mi straszne świństwo. Nie mam z tym nic wspólnego. Jestem
gorliwym katolikiem i mam ogromny szacunek do Ojca Świętego - powiedział nam
wczoraj Rafał M. kilka minut po złożeniu na policji zawiadomienia o tym, iż
ktoś posługuje się jego nazwiskiem. Policjanci z Chorzowa wszczęli wczoraj
dochodzenie w tej sprawie. Pomagają im oficerowie Komendy Głównej Policji,
którzy namierzyli już gliwicką kawiarenkę internetową oraz komputer, z
którego wysłano list z groźbą.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policja zna już nazwisko mężczyzny,
który mógł podszyć się pod Rafała M. i grozić zamachem na Papieża.

- Jego zatrzymanie jest kwestią godzin. Co więcej, to nie pierwszy wybryk
tego niebezpiecznego internauty - powiedział nasz rozmówca. W Chorzowie trwa
dochodzenie policyjne przeciwko niemu, bo kilka miesięcy wcześniej publikował
groźby, podając się za bojownika jednej z organizacji islamskiej. Dlatego już
wcześniej interesowało się nim też Centralne Biuro Śledcze.

Teraz trzeba skonfrontować go z właścicielem kawiarenki oraz innymi
internautami, którzy powinni go pamiętać. Jeżeli potwierdzą, że w sobotę
korzystał z komputera, z którego wysłano list, zostanie zatrzymany. Jeżeli
będzie zdrowy psychicznie, prokuratura przedstawi mu zarzut gróźb karalnych. -
Powoli finalizujemy całą sprawę, którą potraktowaliśmy bardzo poważnie -
powiedział nam wczoraj Zbigniew Matwiej z biura prasowego Komendy Głównej
Policji.

Zdaniem Rafała M. autorem listu może być pochodzący z Gliwic muzułmanin, z
którym rozmawiał na organizowanym przez antyklerykalny tygodnik "Fakty i
Mity" spotkaniu w Katowicach. W piątek miał dostać od niego naśmiewającą się
z katolicyzmu broszurę "Paranoja catholicum". Po jej lekturze M. pokłócił się
z nieznajomym, a ten zapowiedział, że się na nim zemści.

Sprawę "zamachu na Papieża" monitoruje również katowicka delegatura Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odpowiada za walkę z terroryzmem. - Cały
czas jesteśmy w kontakcie z policją - mówi major Zbigniew Nowak, rzecznik
ABW. Dwa lata temu jej oficerowie przechwycili nadany z Sosnowca e-mail, z
którego wynikało, że ktoś przygotowuje zamach na prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego. Strzały miały paść w czasie przedwyborczego wiecu na ulicach
Katowic. Kiedy prezydent spotykał się z mieszkańcami Górnego Śląska,
oficerowie ówczesnego UOP wyciągali z mieszkań "terrorystów". Okazali się
nimi dwaj studenci Uniwersytetu Śląskiego. Maila wysłali z komputera
nieświadomego niczego kolegi. Ich proces toczy się teraz przed sądem w
Sosnowcu.




Temat: Policja namierzyła gówniarza
Policja namierzyła gówniarza
Policja zna nazwisko mężczyzny, który groził na naszym forum gazeta.pl, że w
czasie najbliższej pielgrzymki zastrzeli Jana Pawła II. Sprawą zajęła się też
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odpowiada za walkę z terroryzmem.
Przypomnijmy, że w sobotę na internetowym forum "Gazety" pojawiła się
deklaracja, której autor zapowiadał, że ma broń i zastrzeli Jana Pawła II w
czasie jego najbliższej pielgrzymki do Polski. Szukał chętnych, którzy
pomogliby mu w organizacji zamachu. Pod informacją widniało nazwisko Rafała
M. z Chorzowa oraz numer jego telefonu.

- Ktoś zrobił mi straszne świństwo. Nie mam z tym nic wspólnego. Jestem
gorliwym katolikiem i mam ogromny szacunek do Ojca Świętego - powiedział nam
wczoraj Rafał M. kilka minut po złożeniu na policji zawiadomienia o tym, iż
ktoś posługuje się jego nazwiskiem. Policjanci z Chorzowa wszczęli wczoraj
dochodzenie w tej sprawie. Pomagają im oficerowie Komendy Głównej Policji,
którzy namierzyli już gliwicką kawiarenkę internetową oraz komputer, z
którego wysłano list z groźbą.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policja zna już nazwisko mężczyzny,
który mógł podszyć się za Rafała M. i grozić zamachem na Papieża.

- Jego zatrzymanie jest kwestią godzin. Co więcej, to nie pierwszy wybryk
tego niebezpiecznego internauty - powiedział nasz rozmówca. W Chorzowie jest
wszczęte dochodzenie policyjne przeciwko niemu, bo kilka miesięcy wcześniej
publikował groźby, podając się za bojownika jednej z organizacji islamskiej.
Dlatego już wcześniej interesowało się nim też Centralne Biuro Śledcze.

Teraz trzeba skonfrontować go z właścicielem kawiarenki oraz innymi
internautami, którzy powinni go pamiętać. Jeżeli potwierdzą, że w sobotę
korzystał z komputera, z którego wysłano list, zostanie zatrzymany. Jeżeli
będzie zdrowy psychicznie, prokuratura przedstawi mu zarzut gróźb karalnych. -
Powoli finalizujemy całą sprawę, którą potraktowaliśmy bardzo poważnie -
powiedział nam wczoraj Zbigniew Matwiej z biura prasowego Komendy Głównej
Policji.

Zdaniem Rafała M. autorem listu może być pochodzący z Gliwic muzułmanin, z
którym rozmawiał na organizowanym przez antyklerykalny tygodnik "Fakty i
Mity" spotkaniu w Katowicach. W piątek miał dostać od niego naśmiewającą się
z katolicyzmu broszurę "Paranoja catholicum". Po jej lekturze M. pokłócił się
z nieznajomym, a ten zapowiedział, że się na nim zemści.

Sprawę "zamachu na Papieża" monitoruje również katowicka delegatura Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odpowiada za walkę z terroryzmem. - Cały
czas jesteśmy w kontakcie z policją - mówi major Zbigniew Nowak, rzecznik
ABW. Dwa lata temu jej oficerowie przechwycili nadany z Sosnowca e-mail, z
którego wynikało, że ktoś przygotowuje zamach na prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego. Strzały miały paść w czasie przedwyborczego wiecu na ulicach
Katowic. Kiedy prezydent spotykał się z mieszkańcami Górnego Śląska,
oficerowie ówczesnego UOP wyciągali z mieszkań "terrorystów". Okazali się
nimi dwaj studenci Uniwersytetu Śląskiego. Maila wysłali z komputera
nieświadomego niczego kolegi. Ich proces toczy się teraz przed sądem w
Sosnowcu.




Temat: Sprawa autora postu o papieży na forum....
Sprawa autora postu o papieży na forum....
uzupełnienie wątku bonka.

Policja zna nazwisko mężczyzny, który groził na naszym forum gazeta.pl, że w
czasie najbliższej pielgrzymki zastrzeli Jana Pawła II. Sprawą zajęła się też
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odpowiada za walkę z terroryzmem.
Przypomnijmy, że w sobotę na internetowym forum "Gazety" pojawiła się
deklaracja, której autor zapowiadał, że ma broń i zastrzeli Jana Pawła II w
czasie jego najbliższej pielgrzymki do Polski. Szukał chętnych, którzy
pomogliby mu w organizacji zamachu. Pod informacją widniało nazwisko Rafała
M. z Chorzowa oraz numer jego telefonu.

- Ktoś zrobił mi straszne świństwo. Nie mam z tym nic wspólnego. Jestem
gorliwym katolikiem i mam ogromny szacunek do Ojca Świętego - powiedział nam
wczoraj Rafał M. kilka minut po złożeniu na policji zawiadomienia o tym, iż
ktoś posługuje się jego nazwiskiem. Policjanci z Chorzowa wszczęli wczoraj
dochodzenie w tej sprawie. Pomagają im oficerowie Komendy Głównej Policji,
którzy namierzyli już gliwicką kawiarenkę internetową oraz komputer, z
którego wysłano list z groźbą.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policja zna już nazwisko mężczyzny,
który mógł podszyć się za Rafała M. i grozić zamachem na Papieża.

- Jego zatrzymanie jest kwestią godzin. Co więcej, to nie pierwszy wybryk
tego niebezpiecznego internauty - powiedział nasz rozmówca. W Chorzowie jest
wszczęte dochodzenie policyjne przeciwko niemu, bo kilka miesięcy wcześniej
publikował groźby, podając się za bojownika jednej z organizacji islamskiej.
Dlatego już wcześniej interesowało się nim też Centralne Biuro Śledcze.

Teraz trzeba skonfrontować go z właścicielem kawiarenki oraz innymi
internautami, którzy powinni go pamiętać. Jeżeli potwierdzą, że w sobotę
korzystał z komputera, z którego wysłano list, zostanie zatrzymany. Jeżeli
będzie zdrowy psychicznie, prokuratura przedstawi mu zarzut gróźb karalnych. -
Powoli finalizujemy całą sprawę, którą potraktowaliśmy bardzo poważnie -
powiedział nam wczoraj Zbigniew Matwiej z biura prasowego Komendy Głównej
Policji.

Zdaniem Rafała M. autorem listu może być pochodzący z Gliwic muzułmanin, z
którym rozmawiał na organizowanym przez antyklerykalny tygodnik "Fakty i
Mity" spotkaniu w Katowicach. W piątek miał dostać od niego naśmiewającą się
z katolicyzmu broszurę "Paranoja catholicum". Po jej lekturze M. pokłócił się
z nieznajomym, a ten zapowiedział, że się na nim zemści.

Sprawę "zamachu na Papieża" monitoruje również katowicka delegatura Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która odpowiada za walkę z terroryzmem. - Cały
czas jesteśmy w kontakcie z policją - mówi major Zbigniew Nowak, rzecznik
ABW. Dwa lata temu jej oficerowie przechwycili nadany z Sosnowca e-mail, z
którego wynikało, że ktoś przygotowuje zamach na prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego. Strzały miały paść w czasie przedwyborczego wiecu na ulicach
Katowic. Kiedy prezydent spotykał się z mieszkańcami Górnego Śląska,
oficerowie ówczesnego UOP wyciągali z mieszkań "terrorystów". Okazali się
nimi dwaj studenci Uniwersytetu Śląskiego. Maila wysłali z komputera
nieświadomego niczego kolegi. Ich proces toczy się teraz przed sądem w
Sosnowcu.




Temat: Czy będzie drugie Powstanie Warszawskie ?
Irakijczycy i Libańczycy bronią się w Katowicach
To-Imash ibn Biel 08-04-2004, ostatnia aktualizacja 08-04-2004 19:29

Macie jak najszybciej wycofać się z Katowic - brzmiało ultimatum postawione
Irakijczykom.
- Damy radę. Tej nocy będziemy jeszcze lepiej przygotowani - mówi "Al Jazirze"
gen. Ehdi ibn Gruh, którego żołnierze szykowali się do kolejnej nocnej bitwy o
urząd miejski i komendę policji.

Polska Zbrojna, czyli bojówki Sławoja Leszka Głodzia, rozbiła już zupełnie
wszystkie oddziały katowickiej obrony cywilnej. Służący w niej Polacy
kontrolowali ulice, sprawdzali podejrzanych przybyszów i kierowali ruchem
samochodowym. Każdy podejrzany sygnał natychmiast przekazywali polskiej policji
oraz irackim i syryjskim żołnierzom. Byli słabo uzbrojeni i dlatego to ich
Polska Zbrojna zaatakowała w pierwszej kolejności. Część zginęła, inni leżą
ranni w domach i szpitalach, reszta pouciekała śmiertelnie przerażona.

- Policjanci w Katowicach boją się coraz bardziej. Ranni koledzy i ciągłe
pogróżki robią swoje. Na szczęście jeszcze wytrzymują. Większość komisariatów
policji w mieście działa - mówi gen. Ehdi ibn Gruh, dowódca iracko-libańskiej
brygady stacjonującej w prowincji Górny Śląsk i Małopolska.

Ale to wyłącznie od Irakijczyków i wspierających ich Libańczyków zależy obrona
komendy głównej policji i urzędu miejskiego, gdzie jest też areszt z ponad 300
więźniami. Oddanie tych obiektów Polsce Zbrojnej równałoby się przejęciu przez
Głodzia kontroli nad miastem. Co noc pod oba budynki podjeżdżają
kilkudziesięcioosobowe oddziały Polski Zbrojnej. Usiłują przełamać iracko-
libańską obronę ogniem z moździerzy i karabinów maszynowych. W nocy ze środy na
czwartek atakowali zabarykadowanych żołnierzy trzykrotnie - około północy, o
trzeciej nad ranem i o wpół do siódmej. Żadnemu z żołnierzy nic się nie stało,
po drugiej stronie jest do 20 zabitych. - Naszym zdaniem w mieście wciąż
przebywa kilkuset głodowców. Apogeum buntu już jest za nami. Ale to jeszcze nie
koniec walki - twierdzi gen. ibn Gruh.

Za dnia ulice Katowic wyglądają dość spokojnie. Centrum miasta z kościołami
Mariackim i Bazyliką św. Piotra i Pawła pozostaje nadal pod kontrolą policji
religijnej posłusznej umiarkowanym duchownym. Głodowcy zrezygnowali już z prób
zdobycia tych kościołów; ponoć bali się gniewnej reakcji katowickich katolików.

Natomiast wczoraj burmistrz Katowic, Piotr Uszok, stronnik Sławoja Leszka
Głodzia, informował o ultimatum postawionym Irakijczykom przez Polskę Zbrojną.
Iraccy żołnierze mieliby wycofać się jak najszybciej z miasta. W przeciwnym
razie czekałyby ich jeszcze cięższe walki. - Z głodowcami nie rozmawiamy i nie
będziemy nigdy negocjować. Takie ultimatum nie miałoby więc nawet szansy do nas
dotrzeć - mówi Ehdi ibn Gruh. Generał spotykał się wczoraj z katowickim
duchowieństwem i burmistrzami stojącymi na czele największych miast w prowincji
Górnego Śląska i Małopolski. Po jednym z takich spotkań zapewniał "Al Azeriję",
że biskupi i burmistrzowie zobowiązali się wykorzystać swój ogromny autorytet,
aby uspokoić miasto i obie prowincje. - Obiecali nawet jeździć na spotkania z
ludźmi i odwodzić ich od współpracy z Polską Zbrojną - powiedział generał.

Wysiłek związany z ochroną komendy policji, urzędu miejskiego i baz wojskowych
sprawił, że wojska koalicji musiały ograniczyć patrolowanie miasta. Sytuacja ta
może się wkrótce polepszyć, ponieważ Amerykanie wysłali wczoraj 120 żołnierzy,
aby wsparli 450 Libańczyków. Teraz iraccy i libańscy zwiadowcy jeżdżą tylko po
peryferiach Katowic oraz ochraniają przed atakami Polski Zbrojnej konwoje,
którymi dowozi się kolejne zmiany żołnierzy do obleganych nocami budynków. -
Każdy żołnierz wie, że jeśli zostanie ranny, możemy mu udzielić pomocy
medycznej w ciągu kwadransa. To pomaga opanować emocje - mówi gen. ibn Gruh.

serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2013929.html




Temat: Wierietielny: Na igrzyskach skłamaliśmy!
wtorek, 04 kwietnia 2006
Policjanci wymuszali okupy
źródło: INTERIA.PL [4.04.06]

Zatrzymano pięciu śląskich policjantów zamieszanych w sprawę kradzieży
samochodów, wymuszanie okupów za ich zwrot oraz przyjmowanie łapówek.

Wśród ośmiu zatrzymanych osób jest czterech funkcjonariuszy z Tarnowskich Gór i
jeden z Bytomia - powiedział Jacek Pytel z zespołu prasowego śląskiej policji.

Zatrzymań dokonali funkcjonariusze z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej
Policji wspólnie z policjantami z komendy wojewódzkiej w Katowicach. Policja
nie udziela informacji na temat sprawy. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa
w Opolu.

XXX

Chcieli skompromitować prokuratora
źródło: GAZETA WYBORCZA WROCŁAW [4.04.06]

Dwaj policjanci z Jeleniej Góry aresztowani. Na zlecenie przestępców mieli
zbierać materiały kompromitujące jednego z jeleniogórskich prokuratorów.

Ta sprawa to wątek śledztwa dotyczącego oszustw paliwowych, bankowych i prania
brudnych pieniędzy. Jednym z głównych podejrzanych jest śląski biznesmen
Andrzej L. To on, z jednym ze wspólników, miał zgłosić się do policjantów i
zaproponować szukanie materiałów kompromitujących prowadzącego sprawę
prokuratora. Przestępcy przedstawili się jako oficerowie ABW. W nagrodę
policjanci mieli zostać zatrudnieni w Agencji. Mieli zrobić prokuratorowi
zdjęcie w kompromitującej sytuacji. Od zleceniodawców dostali nawet aparat
cyfrowy.

W maju ubiegłego roku Andrzej L. został zatrzymany przez CBŚ, a prokurator
złożył wniosek o jego aresztowanie. Funkcjonariusze dostali kolejne zlecenie.
Mieli doprowadzić do tego, by biznesmen nie trafił do aresztu. Tak się stało.
Udawał chorego, mdlał. Trafił do szpitala, gdzie przeszedł specjalistyczne
badanie serca. Sąd nie zdążył w przewidzianym przepisami terminie rozpoznać
wniosku o areszt i Andrzeja L. trzeba było wypuścić. Prokuratura nie chce
ujawnić, co konkretnie zrobili policjanci, żeby pomóc biznesmenowi w
symulowaniu choroby.

- Nie przyznają się do winy - mówi tylko rzeczniczka jeleniogórskiej
Prokuratury Okręgowej Ewa Węglarowicz-Makowska.

>>>>>>>>>>

» Bezprawnie kończyła postępowania
źródło: INTERIA.PL [2.04.06]

Była policjantka z Oświęcimia odpowie przed sądem za bezprawne kończenie
postępowań. Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała we wtorek do sądu w
Oświęcimiu prokuratura rejonowa w Krakowie Nowej Hucie.

32-letnia Katarzyna G. po otrzymaniu zgłoszeń o popełnieniu przestępstw
kończyła postępowania bez podjęcia czynności procesowych. W ciągu półtora roku
zakończyła w ten sposób 13 postępowań.

Ponadto podrabiała podpisy policjantów na pismach do prokuratury, a także
samych prokuratorów. Wpadła podczas kontroli w oświęcimskiej komendzie -
poinformowała rzecznik prokuratury okręgowej w Krakowie, Bogusława Marcinkowska.

Prokuratura postawiła kobiecie zarzuty niedopełnienia obowiązków i
przekroczenia uprawnień, a także fałszerstwa. Była policjantka tłumaczyła, że
nie miała predyspozycji do prowadzenia czynności procesowych i przerastały one
jej możliwości. Złożyła też wniosek o dobrowolne poddanie się karze.




Temat: Kiedy łamanie prawa jest usprawiedliwione?
Kiedy łamanie prawa jest usprawiedliwione?
Kiedy łamanie prawa jest usprawiedliwione?
NIGDY!!!
No chyba, że KALI musi mieć; ale to już jest ""wyższa konieczność""
i "dar boży" dla niektórych .

SZANOWNI Państwo ,
RUCH= www.ropoiwzk.com zamiast "łamania prawa" proponuje, od czasu
do czasu, OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO na własny rachunek, z
premedytacją i otwartą przyłbicą. to się nazywą mądrze NONkonformizm
i "NONoportunizm"- takie słowa. Och , jest jeszcze KUNKTATORSTWO.
Gorzej, MICHNIKOWSZCZYZNA,
oferując do dyskusji ten temat całkowicie zapomniała "górnicze
wybryki na ulicach Warszawy i pod siedzibą KRM".
Fruwały wtedy "koktajle mołotowa", mutry , czyli nakrętki, styliska
od kilofów zastępowały bejsbole made in MICHAŁ ŁYSKA- kiedy to było,
ileż już lat temu?
****
NON OMNIS MORIARMichał Łysek 1 marca 1973 - 16 marca 1997 ... W
piątek, 14 marca 1997 r., Michał został bez żadnej przyczyny
bestialsko pobity przez dwóch podpitych ...
www.im.uj.edu.pl/badania/stypendia/lysek/leon/michal.htm - 3k -
Kopia - Podobne strony
****
Tzw. związki zawodowe zorganizowały przejazd "BOJÓWEK" z Katowic do
WARSZAWY. Ile to kosztowało, taka jedna manifestacja-autobusy ,
diety, dniówki.Oj, przydałaby się taka kasa/kesz JANOSIKOWEJ.
Czy PROKURATOR GENERALNY może mi/NAM obecnie wskazać chociaż jeden
akt oskarżenia zakończony prawomocnym ORZECZENIEM. Że co, że to było
normalne stosowanie prawa???
AD MERITUM::
1. Aktualnie w RAMACH obywatelskiego nieposłuszeństwa nie dałem się
wylegitymować policjantom w moim domu[ ot, taka rewizja osobowa made
in dziennikarz LATKOWSKI-PYTLAKOWSKI made in KACZMAREK], no to
rozwydrzeni bezkarnością gliniarze wytoczyli mi proces sądowy= sygn.
akt VI W 385/06 SR w Zgorzelcu[ a jakże , z badaniem psychiatrycznym
w tle usłużnego eksperta, który w 15 minut zdiagnozował mi "głowę"].
Dlatego obecnie petytuję i zanoszę APEL do komendanta głównego
POLICJI WŁADYSŁAWA Stasiaka, że od 28marca 2006r. nie rozpatrzyła
policja mojej skargi na policję . Oj panowie LOUIS DORN-KACZMAREK-
STASIAK - to jedno.
Ale ponieważ od prawomocnego orzeczenia służy skarga kasacyjna do SN
z art. 111kpow, to do dzisiaj "zakłamani" pracownicy Rzecznika Praw
Obywatelskich -z dr JANUSZEM KACZMARKIEM- nie chcą mi zrobić dobrze
z art. 42.2 Konstytucji [ zapytajcie swojego KOCHANOWSKIEGO, jak
jest realizowany wymóg obroncy na komendzie policji w WARSZAWIE, CZY
w Prokuraturze Okręgowej podejrzanego KACZMARKA, bo ja wiem , jak
było w ZGORZELCU], i z art. 50 Konstytucji pana dziennikarza
Sylwestra LATKOWSKIEGO i ex prokuratora JASIA Kaczmarka.
Co gorsza -LEPSZA, równiez Prokurator Generalny- OBECNIE Zbigniew
ZIOBRO ma legitymację/delegację z art. 111kpow do odmówienia mi
napisania skargi kasacyjnej do SN. Inna sprawa , czy zdązył już i w
terminie zawitym odmówić???
2. I druga sprawa , mad in JANOSIKOWA. W Zgorzelcu odmówiono mi
wykonania bezpłatnego badania na okoliczność wzrostu prostaty-
stercza starszych mężczyzn[ tzw. czynnik PSA] . I obecnie przewalam
się w argumentach z panem starostą PIOTREM WORONIAKIEM made in PiS,
czy obecna władza ma , po staremu, krzyczeć "Spieprzaj dziadu", czy
może inaczej " bliżej ludzi", JAk w odpowiedziach NFZ= znak:DOW
NFZ/RPP/S.163/189/07/w, z 26.08.2007, w podpisie MAłgorzata Sadowy -
Piątek i STAROSTA powiatowy PiS= znak:III.PO-0119/66/2007.08.28
ZGORZELEC, w podpisie Alicja Mróz .
Żeby było trochę pod górkę i exemplum.
Czy nowotwór pana Ministra profesora Zbigniewa RELIGI może być
diagnozowany za darmo , dla potrzeb lekarza prowadzącego, z kasy NFZ-
w tzw. ramach PROGRAMU onkologicznego NFZ;; i przy zarobkach RELIGI
dość sporych, chociaż badanie też do tanich nie należy.
Czy też bezrobotny w ZGORZELCU, za podobne badanie onkologiczne [
tańszy standard PSA ]MUSI PŁACIĆ, jak ""kłamie"" pan STAROSTA
powiatowy Piotr WORONIAK ze Zgorzelca???
Z poważaniem
mgr inż. TAdeusz PIECZONKA
ul. Szmaragdowa 31
59 900 ZGORZELEC/ 075 649 30 44/ WWW.ropoiwzk.com
POST SCRIPTUM::
OCZYWIŚCIE nadal monituje do polskiego OMBUDSMANA o zdjęcie różowych
okularów z lica i inne rozłożenie AKCENTÓW swojego misjonarstwa.




Temat: Nareszcie sukces!
Nareszcie sukces!
Polska potęgą w produkcji amfetaminy

Amfetamina to nasza specjalność; Fot. Wojciech Matusik/AG
Amfetamina to nasza specjalność
Fot. Wojciech Matusik/AG

ZOBACZ TAKŻE

• Skala polskich prochów (11-04-06, 03:00)

Angelika Swoboda 11-04-2006, ostatnia aktualizacja 11-04-2006 10:21

Jesteśmy europejską potęgą w produkcji amfetaminy. Lada dzień naszym towarem
eksportowym będzie też ekstazy. Skąd nad Wisłą taki narkotykowy pęd?

Specjaliści z Europejskiego Centrum Monitoringu Narkotyków i Uzależnień
Narkotykowych w Lizbonie przewidzieli to jeszcze przed wejściem Polski do Unii
Europejskiej. W raporcie z 2003 r. stwierdzili, że za kilka lat staniemy się
ogromnym centrum produkcji i eksportu narkotyków. Dlaczego? To skutek zmian
społecznych: wolnych granic (łatwa dystrybucja), bezrobocia w Polsce (tania
siła robocza, kurierzy-przemytnicy) i coraz większych podziałów na ludzi
bardzo bogatych i bardzo biednych (klientela).

Niestety spece z Lizbony mieli rację. Polska szybko awansowała do pierwszej
trójki producentów amfetaminy, obok Belgii i Holandii. Ponad połowę
produkowanej w Polsce amfy - tak szacuje policja - wysyłamy na zachód. Reszta
rozchodzi się wśród młodych, którzy teraz wzorem rówieśników z Unii
Europejskiej, przerzucili się na droższe i mocniejsze środki: - Jest coraz
więcej bogatej młodzieży z tzw. dobrych domów, która eksperymentuje z
narkotykami w klubach. Dawniej brali polski kompot, dziś amfetaminę i ekstazy,
skręty z marihuaną, a nawet kokainę - mówi policjant zajmujący się sprawami
narkotykowymi.

U nas: walka z wiatrakami

Produkcja tego amfetaminy trwa w Polsce co najmniej od kilkunastu lat.
Oficjalnie pierwszą fabrykę policjanci zlikwidowali w 1994 r. Jednak dotąd
nigdy prochy nie powstawały nad Wisłą na taką skalę. Policja nie chce ujawnić
ile kilogramów narkotyku powstaje rocznie w naszym kraju. Ilości oblicza na
podstawie złapanych za granicą dilerów z polskim narkotykiem, skonfiskowanym
prochom w polskich dyskotekach i liczbie likwidowanych fabryk.

A laboratoriów przybywa. W 2003 r. policjanci odkryli ich 7, w 2004 r. - 17, a
w zeszłym już 21. To dowód na skuteczność służb, ale też na to, że rynek jest
ogromny. Jest coraz więcej zamożnych chętnych na amfę - w kraju i za granicą.
Odczynniki i sprzęt potrzebne do produkcji można w Polsce kupić choćby w
hurtowniach. Nie dziwne, że rodacy zwietrzyli interes...

Dilerką zajmują się bezrobotni: absolwenci szkół średnich, studenci, nawet
byli policjanci (przykład: rozbita szajka warszawska, złożona z byłych
mundurowych). Produkcja i rozprowadzanie narkotyków to coraz bardziej
opłacalny biznes. 33-letni były student chemii z Katowic, który w wynajętym
mieszkaniu wieżowca produkował ok. 50 kg narkotyku miesięcznie, mógł na tym
zarobić nawet kilka milionów złotych. Takich przykładów można mnożyć.

Komisarz Zbigniew Urbański z komendy głównej policji: - Walka z producentami i
dilerami przypomina walkę z wiatrakami. W miejsce zamkniętych fabryk pojawia
się kilka kolejnych.

Zagranicą: czas na ekstazy

Według najnowszych danych Centralnego Biura Śledczego 60 proc. polskiej
amfetaminy trafia za granicę, zwykle do Szwecji. Narkotykowy szlak wiedzie
dwoma drogami: promem i samochodem przez Bałtyk, albo dookoła przez Niemcy i
Danię. W sumie policjanci skonfiskowali w 2005 r. 308 kilogramów amfetaminy -
o 60 kg więcej niż roku poprzednim.

Ale narkotyczny pęd idzie też w drugą stronę. Z Belgii i Holandii płyną do
Polski tabletki ekstazy. Policjanci znaleźli w zeszłym roku 487 tys. tabletek
tego narkotyku (ponad dwukrotnie więcej niż w 2004 r.). Importujemy, bo
produkcja ekstazy w środkowowschodniej Europie, także w Polsce, dopiero się
tworzy. Czy uda się obciąć kolejną gałąź narkotykowego przemytu z Polski,
zanim ten powstanie? Pierwsze przechwyty transportów prochów już były.




Temat: rodzinne zasoby;)
rodzinne zasoby;)
Po zamknięciu przez śląską policję strony napisy.org internauci wpadli na
pomysł, jak bezkarnie ściągać z sieci tłumaczenia do filmów. Administrator
strony napisy24.pl stworzył "rodzinne zasoby", z których można korzystać,
rejestrując się jako "znajomy znajomego".
Z 14 stron oferujących w internecie tłumaczenia do kinowych hitów i
najbardziej popularnych seriali obecnie działa tylko pięć. Reszta sama
zawiesiła swoją działalność. To efekt akcji śląskiej policji, która
kilkanaście dni temu zablokowała mającą 700 tys. użytkowników stronę
napisy.org i zatrzymała jej administratora oraz kilku pracujących dla niego
tłumaczy. Śledczy chcą im przedstawić zarzuty nielegalnego rozpowszechniania
tłumaczeń bez zgody właścicieli praw autorskich. Zdaniem dystrybutorów filmów
serwis sprzyjał piractwu, bo napisy przygotowano tak, by można było ich
używać z krążącymi po sieci pirackimi wersjami kinowych przebojów.
Zatrzymanym grozi za to kara do dwóch lat więzienia.

Administrator reaktywowanej kilka dni temu strony napisy24.pl wymyślił jednak
sposób na przechytrzenie policji. Teraz napisy24.pl są "serwisem, na którym
wielka grupa krewnych, dalekich i bliskich, a także znajomi całej licznej
grupy krewnych wymieniają się między sobą tłumaczeniami, aby sobie wzajemnie
pomagać".

Oficjalnie strona nie jest już więc powszechnie dostępna. Żeby korzystać z
jej zasobów, trzeba się zarejestrować i czekać, aż ktoś z "rodziny"
potwierdzi naszą tożsamość. Tak naprawdę jest to jednak fikcja. Serwer, na
którym zarejestrowana jest strona napisy24.pl, automatycznie wysyła do
wszystkich chętnych maile o treści: "Kopę lat, kiedy my się ostatnio
widzieliśmy. No, nieważne. Najważniejsze jest to, że twoje konto zostało już
aktywowane i możesz korzystać z naszych rodzinnych zasobów. No, to widzimy
się jutro. Monika".

Z formalnego punktu widzenia policja nie ma się do czego przyczepić. -
Działamy w ramach tzw. dozwolonego użytku osobistego i utrzymujemy ze sobą
kontakt mailowy - mówi nam jeden z pragnących zachować anonimowość
internautów.

Dozwolony użytek osobisty to tłumaczenie napisów i przekazywanie ich komuś z
rodziny, przyjacielowi lub komuś, z kim łączy nas stosunek towarzyski. - W
takiej sytuacji tłumacz nie odpowiada za nielegalne ich rozpowszechnianie -
mówi "Gazecie" doktor Wojciech Machała z Instytutu Prawa Cywilnego
Uniwersytetu Warszawskiego.

Informacja o nowym sposobie ściągania tłumaczeń filmów już obiegła internet.
Strona www.napisy24.pl ma teraz blisko 50 tys. odwiedzających, z czego połowa
założyła już na niej własne konta. - Wkrótce podobny system wprowadzimy na
stronie www.hatak.pl i będziemy czekali na reakcję policji - zapowiada
Krzysztof "Sokara" Żegliński, administrator napisy24.pl.

Policja nie chciała komentować nowego pomysłu internautów. Komisarz Zbigniew
Urbański z Komendy Głównej Policji powiedział nam, że nielegalne
rozpowszechnianie napisów jest ścigane wyłącznie na wniosek pokrzywdzonego. -
Dopiero jeżeli ktoś złoży zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa, będziemy
sprawdzali, czy system opracowany przez administratora napisy24.pl jest
nielegalny - powiedział nam Urbański.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4198965.html




Temat: Ziobro: Spadek liczby przeszczepów nie ma związ...
presentation1 napisał:

> Światło dzienne ujrzał właśnie raport policji dotyczący
przestępczości kryminal
> nej w roku 2007. Chodzi o przestępstwa najbardziej dolegliwe dla
ludzi, czyli m
> .in. pobicia, kradzieże, włamania, rozboje, ale także te, które
budzą największ
> y strach, a więc zabójstwa i zgwałcenia. Z raportu wynika, że w
zeszłym roku po
> licja odnotowała ich 794 317, podczas gdy w 2006 roku 1 133 162.
Daje to aż 30%
> spadek. .Tak bylo w skali kraju.Co sie natomiast dzialo gdzie
rzadzila PO?........
>
presentation1 manipulujesz jak zwykle. Znalazłeś na stronie
Wirtualnej Polski poniższy artykuł, wybrałeś kawałek, który ci się
spodobał, ominąłeś analizę i wnioski z tej analizy wypływające -
zajęły one pozostałą części artykułu. Postępujesz wg "najlepszyc"
pisowskich wzorów. Także wzorów ze swojej esbeckiej przeszłości.

"Jest bezpieczniej, ale tylko na prowincji
PAP 00:20
Policja chwali się, że w zeszłym roku było mniej zabójstw, pobić,
zgwałceń i kradzieży. Ale to nie jej zasługa. Statystyki poprawiła
emigracja i niż demograficzny - informuje "Metro".
Światło dzienne ujrzał właśnie raport policji dotyczący
przestępczości kryminalnej w roku 2007. Chodzi o przestępstwa
najbardziej dolegliwe dla ludzi, czyli m.in. pobicia, kradzieże,
włamania, rozboje, ale także te, które budzą największy strach, a
więc zabójstwa i zgwałcenia. Z raportu wynika, że w zeszłym roku
policja odnotowała ich 794 317, podczas gdy w 2006 roku 1 133 162.
Daje to aż 30% spadek. To świetna wiadomość. Niestety, tylko
statystycznie, bo zupełnie tego potwierdzić nie mogą mieszkańcy
wielkich miast - zauważa gazeta.
Na przykład w Warszawie liczba zabójstw wzrosła w ciągu roku niemal
dwukrotnie - z 51 do 96. Częściej dochodziło też do gwałtów (126 w
2007 i 78 w 2006 r.). Ubiegły rok w Warszawie to także o ponad 300
bójek i pobić więcej oraz 1600 więcej kradzieży. Prym w tej
niechlubnej statystyce wiodą Katowice i okoliczne miasta.

Wynika to głównie z tego, że to tam mieszka najwięcej ludzi - mówi
Sławomir Weremiuk z Komendy Głównej Policji. Poza tym na Śląsku
jest 'dogodna' dla przestępczości struktura demograficzna - dodaje.
A owa "dogodna" struktura to nic innego jak bieda, wysokie
bezrobocie, duże skupiska ludzkie i wyjątkowe duże blokowiska.
Efekt? Na Śląsku w ubiegłym roku dokonano ponad 4 tys. rozbojów.

Dla porównania można podać, że w sąsiadującym ze śląskim
województwie świętokrzyskim było ich 807, zaś małopolskim - 3166. Z
czego wynika zatem aż 30% spadek przestępczości? Okazuje się, że
znacznie rzadziej jesteśmy okradani, szczególnie z samochodów. Tylko
z ulic Warszawy zniknęło aż o tysiąc aut mniej (3428 w 2007, a 4529
w 2006 r.). - Złodzieje samochodów wynieśli się za granice po ich
otwarciu - wyjaśnia Weremiuk. Także zdaniem kryminologa prof.
Andrzeja Siemaszki, emigracja ma wpływ na ogólny spadek
przestępczości w Polsce.

Wyjeżdżają przede wszystkim ludzie młodzi. Według różnych danych aż
80% emigracji to ludzie poniżej 35. roku życia - mówi prof.
Siemaszko. A to właśnie oni są grupą o podwyższonym ryzyku
zagrożenia przestępczością. Dodatkowo ludzi z przedziału 16- 24 lat
jest w Polsce po prostu mniej, bowiem właśnie w tym wieku są
roczniki z niżu demograficznego - dodaje profesor.

Czy spadająca przestępczość sprawia, że czujemy się bezpieczniej?
Badania CBOS potwierdzają, że tak. W roku 2007 ponad połowa naszych
rodaków uznała, że tak właśnie się czuje. Wpływ na to ma przede
wszystkim wzrost wykrywalności przestępstw - tłumaczy Weremiuk. A
ten w 2007 roku przekroczył 50%, co oznacza, że złapany został
sprawca co drugiego przestępstwa - akcentuje gazeta "Metro". (tbe)"




Temat: Kierowcy TIRów wiozą śmierć!
A tutaj cos wiecej nt. piratow w ciezarowkach:

Kierowcy TIR-ów alarmują: kiedy rosną ceny paliwa, muszą pracować jeszcze dłużej - informuje "Super Express". A to oznacza jazdę ponad siły i zagrożenie dla innych.

Wg "SE", kierowcy ciężarówek powodują w Polsce codziennie 12 wypadków.

"Właściciele wymagają pracy na okrągło. Zmuszają nas do przerabiania tachografów w TIR-ach" - mówi "Super Expressowi" Andrzej W. (54 l.), krakowski kierowca ciężarówki, z 30-letnim stażem. "Dziennie śpię 3 godziny" - przyznaje się Stanisław K. (55 l.). "W ciągu 3 ostatnich miesięcy przejechałem blisko 40 tys. km".

Według "Super Expressu", firmy transportowe konkurują, zaniżając stawki za kilometr. "Teraz, żeby wyjść na swoje, oszczędzają - jak mówią zgodnie kierowcy przepytywani przez nas na parkingu przy autostradzie z Katowic do Krakowa - głównie na bezpieczeństwie" - podaje dziennik. "Silniki nie mogą stygnąć" - Stanisław K. powtarza, jaką dewizę wpaja mu szef.

"Skoro samochód nie może stać, bo wtedy nie zarabia, kierowcy jeżdżą niewyspani i przemęczeni" - pisze "Super Express". "Chcąc maksymalnie wykorzystać auta i ludzi, przerabia się tachografy i podkłada karty urlopowe. Prymitywny wyłącznik czasowy tachografu kosztuje sto złotych, na pilota już tysiąc" - pan Stanisław opowiada gazecie o oszustwach.

"W zeszłym roku na drogach całej Polski kierowcy ciężarówek spowodowali 4544 wypadki, w których zginęły 584 osoby, a obrażenia odniosło 6 073" - informuje na łamach "SE" Marcin Szyndler z Komendy Głównej Policji. "Zmęczenie i zaśnięcie są głównymi przyczynami wypadków powodowanych przez kierowców dużych ciężarówek. Często dochodzi do nich na pozornie bezpiecznych, szerokich i długich odcinkach drogi" - podkreśla gazeta.

motoryzacja.interia.pl/news?inf=516937

A tu nastepny:

Od kilku lat głosi się u nas radosną tezę, że Polska stała się pomostem między Wschodem a Zachodem i może z tego - jak każdy kraj tranzytowy - czerpać spore korzyści.

Tranzyt jest oczywiście dobrym interesem, pod warunkiem jednak, że odbywa się w sposób prawnie uregulowany i w miarę ucywilizowany.

U nas jednak z przepisami (a zwłaszcza ich egzekwowaniem!) różnie bywa, a obyczaje, jakim hołdują kierowcy wielkich ciężarówek - zwanych popularnie TIR-ami - trudno nazwać cywilizowanymi.

Przekraczanie wszelkich norm dopuszczalnej ładowności stało się normą, a TIR-y stały się postrachem szos. W trudnych warunkach zimowych potrafią na wiele godzin blokować trasy, bo kierowcy zachowują się tak, jakby zima była w Polsce czymś niezwykłym, a gołoledź i śnieżyce - zjawiskami, których nikt by się nie spodziewał. Kiedy natomiast warunki jazdy są dobre - TIR-owcy przeistaczają się w rajdowców, ze wszystkimi tragicznymi konsekwencjami takich wyścigów. Rozwijanie nadmiernych prędkości lubią tłumaczyć tym, że muszą nadrabiać czas stracony przy długotrwałych odprawach na przejściach granicznych.

Optymiści mają nadzieję, że owa tyrania (TIRania?) wielkich ciężarówek na naszych drogach wreszcie się skończy, bo działalność inspektorów ruchu, którzy wspierają będą policję jest coraz bardziej skuteczna.

Czy ktos w koncu sie za nich wezmie? Wg mnie jedynym sposobem aby ich poskromic jest badanie tarcz tachografow i kary takie, zeby kwiczeli! Trudno, skoro powoduja najtragiczniejsze w skutkach wypadki, niech sa najostrzej traktowani.




Temat: _________Recepta dla Najjasniejszej_______________
Ale Jerzy Markowski, były wiceminister przemysłu i handlu i były
senator SLD, publicznie mówił o naciskach Blidy, ówczesnej minister
budownictwa, by zmienił zdanie w kwestii wprowadzonych przez niego
przepisów eliminujących z rynku pośredników handlu węglem. Markowski
zdania nie zmienił, ale zakaz pośrednictwa w handlu węglem w uchylił
w końcu urząd antymonopolowy po skardze złożonej przez Polskie
Towarzystwo Węglowe - stowarzyszenie typowo lobbingowe, broniące
prywatnych firm robiących interesy na górnictwie. Zapewne czystym
zbiegiem okoliczności Towarzystwo w 1994 r. założyła ...Barbara
Kmiecik, dla której szlaban dla pośredników handlu węglem oznaczał
koniec prosperity, a jego członkami też przypadkiem zostali posłowie
z SLD, m.in. Andrzej Szarawarski oraz Jerzy Markowski.
Tak działa mafia, czyli 50 mld złotych strat
Mafia węglowa od początku lat 90. zarabiała na handlu długami
kopalń, pośrednictwie w obrocie węglem między kopalniami, hutami i
sieciami energetycznymi, unijnych dotacjach. Mechanizm działania
jest dziecinnie prosty. Polega m.in. na zmianie na fakturach jakości
i ceny węgla. Oznacza to, że węgiel wyjeżdżający z kopalni ma niższą
klasę i cenę od tego samego, który trafia później do elektrowni i
elektrociepłowni. W ten sposób działała "Agencja Handlowa B. Kmiecik
i spółka" pośrednicząca w dostawach z Katowickiego Holdingu
Węglowego (KHW) do Elektrowni Połaniec (EP). Po dostarczeniu węgla
do elektrowni był on już wyższej klasy niż to było zapisane na
fakturach, i EP dopłacała za jakość agencji Kmiecik, a KHW w
rezultacie stracił miliardy starych złotych. "Puls Biznesu" podał w
tych dniach, powołując się na opinię prof. Jana Maciei z PAN, że
ogółem straty górnictwa w ciągu ostatnich trzynastu lat wynikające z
patologii w obrocie węglem sięgają 50 miliardów złotych.
Raport był i znikł
O tym, jak wysoko sięgają macki mafijne, świadczą wydarzenia w
resorcie spraw wewnętrznych. Gdy resort zaczął rozpracowywać mafię,
z szaf ministerstwa zginęły dokumenty ze śledztwa. W lipcu 2002 r.
przez Krzysztofa Janika, ministra spraw wewnętrznych w rządzie
Millera i szefa Międzyresortowego Centrum ds. Zwalczania
Przestępczości Zorganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu,
powołany został zespół do przeciwdziałania nieprawidłowościom w
obrocie węglem. Zespół, w skład którego weszli przedstawiciele z
ABW, CBŚ, policji, resortów skarbu, gospodarki, finansów do końca
2003 r. opracował raport, który przedstawił ministrowi Krzysztofowi
Janikowi i CBŚ. Zespół wskazał ABW, CBŚ i Komendzie Głównej Policji
konieczność monitorowania "kryminalnych mechanizmów" na rynku
węglowym.
Raport jednak znikł... Przypadek?
Pytanie zasadne, tym bardziej że 29 lipca 2003 r. "Rzeczpospolita"
ujawniła, że Janusz Ocipka, dyrektor polityczny gabinetu Janika,
miał udziały m.in. w Przedsiębiorstwie Organizacji Zaopatrzenia i
Zbytu Agrokompleks, spółce handlującej węglem, która nie płaciła
kopalniom. W jednej z firm powiązanych Ciech-Bud (poprzednia nazwa
Agro Invest) w radzie nadzorczej zasiadał Krzysztof Janik. Po tej
publikacji Jerzy Polaczek, poseł PiS, złożył do Prokuratury
Okręgowej w Katowicach doniesienie o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa. Jesienią 2003 r. ruszyło śledztwo. Wiosną 2004 r.
prokuratura umorzyła dochodzenie w sprawie interesów dyrektora
Ocipki, gdyż m.in.: czynniki obiektywne związane z brakiem zapłaty
na rzecz tego podmiotu przez jej kontrahentów należy traktować w
kategorii nieuregulowanej należności, która może być dochodzona w
drodze cywilnoprawnej.
Sprawa przyschła, ale nie na długo. Śledztwo ruszyło z kopyta na
początku 2005 roku. Najpierw za korupcję za kraty trafili dwaj
biznesmeni, którzy dawali łapówki w zamian za pomoc w nielegalnych
interesach urzędnikom handlującej węglem państwowej spółki. Jeden z
nich był samorządowcem na Śląsku i działaczem SLD. Drugi - "tylko"
jego wspólnikiem. Ich firma "Funa" pośredniczyła w dostawach węgla
dla energetyki. Towar odbierała z kopalni i sprzedawała głównie
elektrowniom. Po drodze fałszowano dokumenty, zawyżając w nich
wartość opału i jego rodzaj. Szacuje się, że "Funa" w ten sposób bez
trudu zarobiła około miliona złotych.
Andrzej Echolette
***
Miejmy nadzieję, że mafia zostanie rozbita, choć opisywane działania
to jedynie wierzchołek góry lodowej z jej działania. Bez względu na
koszty państwo polskie musi stanowczo ujawniać tego rodzaju
patologie, a winnych aresztować. Ludzi będzie miało za sobą, gdyż
jest to dążenie do stworzenia państwa uczciwego. A jeżeli ktoś się
boi...
kraj@naszapolska.pl



Temat: ___Czy Twe córki Jolu uczą Polaków o tym krzyżyku?
__________________a więc boisz się dociec prawdy?
I PO_pierasz "prawdę" wygodną, łatwą i przyjemną
za która w Polsce nie TYLKO nie jest się sekowanym, zamilcznym,
prześladowanym, niszczonym medialnie
, jak RM czy prof. Jerzy
Robert Nowak, a wcześniej dr A. Szczęśniak, czy prof. Strzembosz i
wielu, wielu innych? ...ale i mordowanym skrytobójczo -Patrz:

"W lipcu 1991 r. zmarl - jakoby na zawal serca - 38-letni Michal
Falzmann
, zajmujacy sie w NIK afera FOZZ. Ustalil on, ze ze
srodków Funduszu powstaly dziesiatki spólek kontrolowanych przez b.
wyzszych oficerów SB i MO. Dzien przed smiercia Falzmanna na
polecenie Lawiny zostaje odebrane mu sledztwo. W cztery miesiace
pózniej prezes NIK Narian Pańko ginie w dziwnym wypadku
samochodowym:
na prostej autostradzie Warszawa-Katowice
auto "rozpadlo sie". Rzekomy wypadek mial miejsce na dzien przed
zapowiadanym ogloszeniem przez Panke wyników dochodzen dotyczacych
FOZZ. Takze w 1991 r. zastrzelony zostal b. oficer kontrwywiadu
PRL - Andrzej Stuglik, potem glówny specjalista rozliczen dewizowych
w Ministerstwie Finansów
. Przed smiercia opowiadal znajomym,
iz oczekuje duzych pieniedzy z transakcji wspólorganizowanej przez
rosyjskie tajne sluzby. W 1997 r., tym razem znowu w "wypadku"
samochodowym, zginal posel Tadeusz Kowalczyk, uprzednio czlonek
Politycznego Komitetu Doradczego szefa MSW. Wspólpracowal on z
gangsterami i bylymi oficerami tajnych sluzb. Przed
smiercia spotkal sie z Papala - wtedy zastepca Komendanta Glównego
Policji.

W 2001 r. zginal Mieczyslaw Zapiór - b. funkcjonariusz jednostek
antyterrorystycznych. Zgon nastapil przed przewidzianymi jego
zeznaniami w sprawie Papaly.
Tyle przypomnial "Nasz Dziennik".
Byc moze takich przypadków jest wiecej.

wpis komentatora Kornelka 164:

"A kto mnie Kur'wa przeprosi za te 20 lat zmarnowanych?"

inne wpisy i cytaty:
"Nieżyjący już Henryk Lenarciak, towarzysz Wałęsy ze strajków w 1970
r. wyraził zdanie "jako prezydent, on wrócił do swoich". Czy
może byc mocniejszy komentarz?"

"Obyło się bez rozlewu krwi" - nie licząc skrytobójstw i
tajemniczych wypadków
, choćby przy sprawie FOZZ;

"każdy może mówić co mu się podoba" - niby tak, ale jeśli
mówił innym głosem niż salon, był zagłuszany, cenzurowany bądź
opluwany
(Gwiazdowie, Walentynowicz, Herbert, półkowniki w
postaci filmów "Plusy dodatnie, plusy ujemne", "Obywatel Poeta");

"kto chciał poprawić swój byt, to poprawił, założył własny
interes i ma się dobrze" - powiedz to Klusce i dziesiątkom
innych przedsiębiorców, których ograbiła czerwona mafia lub prawo
uchwalane dla wybrańców. Albo rolnikom, którzy zbankrutowali

biorąc kredyty w dobrej wierze i z sensownymi biznesplanami,
których rzuciła na kolana reforma Balcerowicza. Ewentualnie
pracownikom sprywatyzowanych firm, które pozamykano, żeby nie robiły
konkurencji zachodnim przedsiębiorstwom. Fakt, że już nie jest
aż tak bezczelnie, ale ciągle do wolnego rynku i państwa prawa
sporo nam brakuje.

2008-05-29 06:47
wodnica

haribu.blog.onet.pl/2,ID200101541,index.html
forum.ojczyzna.pl/read.php?f=3&i=16700&t=16700
"9 sierpnia, w ostatnim przed wydaniem wyroku dniu procesu,
Aleksander Kwaśniewski powtórzył, że nigdy nie współpracował ze
służbami specjalnymi PRL-u. Według rzecznika interesu publicznego
Bogusława Nizieńskiego nie było wystarczających dowodów, by
stwierdzić, czy Kwaśniewski, nie przyznając się do kontaktów z SB,
skłamał, czy napisał prawdę. Dane zapisane w ewidencji MSW były
jednak wiarygodne. Kwaśniewski został wpisany do kartoteki Wydziału
VII, III Departamentu. Numer, pod jakim figurował, zgadzał się z
numerem tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Alek”.

Skąd on to wie? – zareagował nerwowo obecny na procesie
Kwaśniewski
, gdy rzecznik ujawnił notatkę oficera SB na temat
wyjazdu polskiej ekipy olimpijskiej w 1988 roku na igrzyska do
Seulu. Ekipą kierował Kwaśniewski. Z notatki wynikało, że aż 29
osób spośród wyjeżdżających na olimpiadę, czyli 10 procent całej
ekipy, było w kontakcie operacyjnym z SB.
....Udostępnione na żądanie sądu oryginały dziennika
rejestracyjnego i dzienników koordynacyjnych zawierają wpisy
autentyczne i nie budzą pod tym względem zastrzeżeń sądu. Z
dokumentów tych – zwłaszcza dziennika rejestracyjnego – wynika,
że w 1982 roku dokonano zabezpieczenia wskazanej osoby pod pozycją
72 204, a w 1983 roku zmieniono kwalifikację, przyjmując, że jest to
tajny współpracownik o pseudonimie „Alek”.




Temat: Uwaga na sekty!
W lipcu do urzędników w całym kraju trafi lista zespołów "propagujących
satanizm", którym nie będzie się zezwalać na udział w koncertach

Indeks tworzy Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami. Znajdą się w nim
muzycy, którzy według komitetu propagują satanizm. - Do tej pory nie było
jasne, który zespół propaguje takie treści, i przez to władze nieświadomie
zezwalały na organizowanie ich koncertów i szerzenie niebezpiecznych treści.
Postanowiliśmy dać im pomoc - tłumaczy Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego
Komitetu Obrony przed Sektami.

Jak wyjaśnia, razem z wieloma specjalistami wnikliwie przeanalizowali setki
zespołów koncertujących w Polsce w ostatnich 20 latach. Kto trafił na spis?
Tego twórcy listy jeszcze nie chcą ujawniać. Ale wiadomo, że znajdą się na niej
już na pewno heavymetalowy zespół Behemoth z Trójmiasta, legendarny Kat z
Katowic oraz światowej sławy amerykańska gwiazda Marylin Manson. - To będą nie
tylko zespoły metalowe, ale także rockowe, bo z naszych analiz wynika, że
często także zespoły rockowe propagują satanizm, nawołując do zabijania,
organizowania czarnych mszy czy składania zwierząt w ofierze - tłumaczy Nowak.

Kompletny spis trafi do urzędów w całym kraju. Niektóre samorządy już na niego
czekają. - Teraz często nie wiemy nic o zespołach, które u nas koncertują, a
dzięki tej liście można by łatwo zidentyfikować te niebezpieczne - mówi Urszula
Sienkiewicz-Nogal z białostockiego ratusza. - Nie sądzę, by ktoś myślący
zdroworozsądkowo dopuścił do zorganizowania u siebie koncertu grupy, która
znalazła się na tej liście - zaznacza.

spis zakazanych zespołów trafi także do... Ministerstwa Sprawiedliwości, MSWiA
oraz do ministra edukacji. Po co? - Raport nam się bardzo przyda, bo
przygotowujemy nowelizację kodeksu karnego, w której znajdą się też przepisy
dotyczące sekt i szerzenia satanizmu - tłumaczy Joanna Dębek z Ministerstwa
Sprawiedliwości.

- Kiedy tylko dostaniemy ten dokument, przekażemy go do Komendy Głównej
Policji - zapowiada Michał Rachoń z MSWiA, dodając, że raport będzie też
użytecznym narzędziem dla samego MSWiA, które magazynuje ważne informacje na
temat związków wyznaniowych i sekt.

Lista będzie ewenementem na skalę światową. - Tego typu dokument nie powstał
jeszcze w żadnym innym kraju. Polska zdecydowała się na to jako pierwsza - mówi
Ryszard Nowak. Dokument nie będzie jawny. - Zależy nam na tym, by nie trafił w
ręce młodzieży, bo mogą powielać praktyki, o których tam piszemy - zaznacza
Nowak.
No, no, biorą się za sekty! A moze niech rodzice wezmą sie tez za swoje
dzieci i poswięcaja im więcej czasu niż sekty.

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4223376.html




Temat: przeCUDne „wolne media” …
„zeznaniomistrz” znowu w akcji ;-)))

Ten Zi0br0wy ZEZNANIOMISTRZ to pomaluśku wyjaśni wszystkie ważne afery /
przestępstwa III RP.


;-)))

"Sekuła dostał trzy kule od "Pruszkowa"?"
www.dziennik.pl/polityka/article386659/Sekula_dostal_trzy_kule_od_Pruszkowa_.html

..."Rok 2001, areszt śledczy w Katowicach. W sąsiadujących ze sobą celach siedzą
Ryszard Bogucki, który po zabiciu "Pershinga" miał rzec filozoficznie: "Szkoda,
że nie można go zabić kilka razy", i Piotr Wierzbicki ps. Generał vel Gruby,
spec od handlu bronią i narkotykami. Odkręcili gniazdko antenowe, przez dziurę w
ścianie Bogucki podaje grypsy Wierzbickiemu. Mają wspólnych znajomych. Bogucki
prosi o załatwienie fałszywych świadków, którzy zapewnią mu alibi. Boi się, że
śledczy postawią mu zarzut zabójstwa Marka Papały, byłego komendanta głównego
policji. Wierzbicki jako osadzony po wyroku może od czasu do czasu legalnie
korzystać z telefonu. Bogucki chce też, żeby "zorganizować totolotka", czyli
dostarczyć telefon komórkowy (w więziennym slangu: "trąbkę") do aresztu. Jego
życzeniu staje się zadość - kompan z celi obok ma dwa przemycone telefony
komórkowe. Bogucki zza krat usiłuje kontrolować gangsterski biznes.

10 lipca 2001 r. funkcjonariusze znajdują pod wkładką buta Wierzbickiego
kilkanaście grypsów od Boguckiego. To oficjalna wersja. Tak naprawdę Wierzbicki
współpracował z CBŚ i dosłużył się statusu świadka koronnego. To na prośbę CBŚ
Wierzbicki został umieszczony tuż obok celi zabójcy "Pershinga".

"Kilkanaście grypsów w bucie? Nikt normalny nie przechowuje grypsów, a zwłaszcza
kilkunastu. W razie rewizji trzyma się gryps w ustach i połyka. Gdyby klawisz
przechwycił choćby jeden gryps, nawet z duperelnym wpisem, to za coś takiego
idzie się do wora, na frajernię" - opowiada jeden z bywalców katowickiego aresztu.

Na gryps nr 13 ("kartka papieru w kratkę, zapisana obustronnie niebieskim
środkiem kryjącym" - jak odnotowali śledczy) natrafiamy przypadkowo w aktach
mec. Jana Widackiego, oskarżonego przez białostocką prokuraturę o wynoszenie
grypsów innego więźnia. To gryps Boguckiego przekazany Wierzbickiemu przez
dziurę w ścianie.

"Piotr! Papała to kompletne wariactwo! Nikt z "P" nie miał z tym nic do
czynienia - co innego z Sekułą, jak widzisz jestem szczery - ale abyś dobrze
zrozumiał, na pewno ja się o tym dowiedziałem po fakcie - byłem zresztą we
Włoszech w tym czasi".

"Zrozumiałem go jednoznacznie, że grupa pruszkowska zabiła Sekułę, natomiast nie
miała nic wspólnego z morderstwem gen. Papały" - tłumaczył później prokuratorom
świadek koronny Piotr Wierzbicki."...




Temat: Katoland z nowu w natarciu !
Katoland z nowu w natarciu !
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4223376.html
W lipcu do urzędników w całym kraju trafi lista zespołów "propagujących
satanizm", którym nie będzie się zezwalać na udział w koncertach
Zobacz powiekszenie
Fot. regainrecords
Indeks tworzy Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami. Znajdą się w nim
muzycy, którzy według komitetu propagują satanizm. - Do tej pory nie było
jasne, który zespół propaguje takie treści, i przez to władze nieświadomie
zezwalały na organizowanie ich koncertów i szerzenie niebezpiecznych treści.
Postanowiliśmy dać im pomoc - tłumaczy Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego
Komitetu Obrony przed Sektami.

Jak wyjaśnia, razem z wieloma specjalistami wnikliwie przeanalizowali setki
zespołów koncertujących w Polsce w ostatnich 20 latach. Kto trafił na spis?
Tego twórcy listy jeszcze nie chcą ujawniać. Ale wiadomo, że znajdą się na
niej już na pewno heavymetalowy zespół Behemoth z Trójmiasta, legendarny Kat z
Katowic oraz światowej sławy amerykańska gwiazda Marylin Manson. - To będą nie
tylko zespoły metalowe, ale także rockowe, bo z naszych analiz wynika, że
często także zespoły rockowe propagują satanizm, nawołując do zabijania,
organizowania czarnych mszy czy składania zwierząt w ofierze - tłumaczy Nowak.

Kompletny spis trafi do urzędów w całym kraju. Niektóre samorządy już na niego
czekają. - Teraz często nie wiemy nic o zespołach, które u nas koncertują, a
dzięki tej liście można by łatwo zidentyfikować te niebezpieczne - mówi
Urszula Sienkiewicz-Nogal z białostockiego ratusza. - Nie sądzę, by ktoś
myślący zdroworozsądkowo dopuścił do zorganizowania u siebie koncertu grupy,
która znalazła się na tej liście - zaznacza.

- W tej chwili, gdy widzę jakiś plakat na mieście podejrzanego zespołu, sam
dzwonię do ośrodka kultury, w którym ma się odbyć koncert. Ale przecież nie
zawsze w ten prosty sposób można zidentyfikować zespół głoszący satanistyczne
treści - cieszy się z listy Mariusz Orzełowski z biura prezydenta Siedlec.

Jak się dowiedzieliśmy, spis zakazanych zespołów trafi także do...
Ministerstwa Sprawiedliwości, MSWiA oraz do ministra edukacji. Po co? - Raport
nam się bardzo przyda, bo przygotowujemy nowelizację kodeksu karnego, w której
znajdą się też przepisy dotyczące sekt i szerzenia satanizmu - tłumaczy Joanna
Dębek z Ministerstwa Sprawiedliwości.

- Kiedy tylko dostaniemy ten dokument, przekażemy go do Komendy Głównej
Policji - zapowiada Michał Rachoń z MSWiA, dodając, że raport będzie też
użytecznym narzędziem dla samego MSWiA, które magazynuje ważne informacje na
temat związków wyznaniowych i sekt.

Lista będzie ewenementem na skalę światową. - Tego typu dokument nie powstał
jeszcze w żadnym innym kraju. Polska zdecydowała się na to jako pierwsza -
mówi Ryszard Nowak. Dokument nie będzie jawny. - Zależy nam na tym, by nie
trafił w ręce młodzieży, bo mogą powielać praktyki, o których tam piszemy -
zaznacza Nowak.

Nergal, członek metalowego zespołu Behemoth

Jestem w szoku, to chyba jakiś żart. Koncertujemy na całym świecie - w
Stanach, Europie, Australii, Nowej Zelandii, Rosji - i nigdzie nikt nam
żadnych problemów nie robił. Dziwię się, że ktoś może nas oceniać tylko po
tym, co gdzieś tam usłyszał. Dziwne, że nikt nawet nie zadzwonił i nie dopytał
się, o co w tej muzyce chodzi. Poza tym, bądźmy szczerzy - jest tyle ważnych
problemów w Polsce, jak problem bezdomnych czy bezrobotnych... Urzędnicy po
prostu nie mają już się czym zajmować.




Temat: Metalowa cenzura........
Metalowa cenzura........
W lipcu do urzędników w całym kraju trafi lista zespołów "propagujących
satanizm", którym nie będzie się zezwalać na udział w koncertach

Indeks tworzy Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami. Znajdą się w nim
muzycy, którzy według komitetu propagują satanizm. - Do tej pory nie było
jasne, który zespół propaguje takie treści, i przez to władze nieświadomie
zezwalały na organizowanie ich koncertów i szerzenie niebezpiecznych treści.
Postanowiliśmy dać im pomoc - tłumaczy Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego
Komitetu Obrony przed Sektami.

Jak wyjaśnia, razem z wieloma specjalistami wnikliwie przeanalizowali setki
zespołów koncertujących w Polsce w ostatnich 20 latach. Kto trafił na spis?
Tego twórcy listy jeszcze nie chcą ujawniać. Ale wiadomo, że znajdą się na
niej już na pewno heavymetalowy zespół Behemoth z Trójmiasta, legendarny Kat
z Katowic oraz światowej sławy amerykańska gwiazda Marylin Manson. - To będą
nie tylko zespoły metalowe, ale także rockowe, bo z naszych analiz wynika, że
często także zespoły rockowe propagują satanizm, nawołując do zabijania,
organizowania czarnych mszy czy składania zwierząt w ofierze - tłumaczy Nowak.

Kompletny spis trafi do urzędów w całym kraju. Niektóre samorządy już na
niego czekają. - Teraz często nie wiemy nic o zespołach, które u nas
koncertują, a dzięki tej liście można by łatwo zidentyfikować te
niebezpieczne - mówi Urszula Sienkiewicz-Nogal z białostockiego ratusza. -
Nie sądzę, by ktoś myślący zdroworozsądkowo dopuścił do zorganizowania u
siebie koncertu grupy, która znalazła się na tej liście - zaznacza.

- W tej chwili, gdy widzę jakiś plakat na mieście podejrzanego zespołu, sam
dzwonię do ośrodka kultury, w którym ma się odbyć koncert. Ale przecież nie
zawsze w ten prosty sposób można zidentyfikować zespół głoszący satanistyczne
treści - cieszy się z listy Mariusz Orzełowski z biura prezydenta Siedlec.

Jak się dowiedzieliśmy, spis zakazanych zespołów trafi także do...
Ministerstwa Sprawiedliwości, MSWiA oraz do ministra edukacji. Po co? -
Raport nam się bardzo przyda, bo przygotowujemy nowelizację kodeksu karnego,
w której znajdą się też przepisy dotyczące sekt i szerzenia satanizmu -
tłumaczy Joanna Dębek z Ministerstwa Sprawiedliwości.

- Kiedy tylko dostaniemy ten dokument, przekażemy go do Komendy Głównej
Policji - zapowiada Michał Rachoń z MSWiA, dodając, że raport będzie też
użytecznym narzędziem dla samego MSWiA, które magazynuje ważne informacje na
temat związków wyznaniowych i sekt.

Lista będzie ewenementem na skalę światową. - Tego typu dokument nie powstał
jeszcze w żadnym innym kraju. Polska zdecydowała się na to jako pierwsza -
mówi Ryszard Nowak. Dokument nie będzie jawny. - Zależy nam na tym, by nie
trafił w ręce młodzieży, bo mogą powielać praktyki, o których tam piszemy -
zaznacza Nowak.

Nergal, członek metalowego zespołu Behemoth

Jestem w szoku, to chyba jakiś żart. Koncertujemy na całym świecie - w
Stanach, Europie, Australii, Nowej Zelandii, Rosji - i nigdzie nikt nam
żadnych problemów nie robił. Dziwię się, że ktoś może nas oceniać tylko po
tym, co gdzieś tam usłyszał. Dziwne, że nikt nawet nie zadzwonił i nie
dopytał się, o co w tej muzyce chodzi. Poza tym, bądźmy szczerzy - jest tyle
ważnych problemów w Polsce, jak problem bezdomnych czy bezrobotnych...
Urzędnicy po prostu nie mają już się czym zajmować.

Źródło: Metro"

pozdro
Krzysztof




Temat: Bajzel na Śląsku dzięki centralizmowi
Nie wychylaj się bo Warszawka Cię wygryzie
Jeśli ktoś jest "za dobry" to zawsze na jego stołek będą mieć chrapkę
karierowicze. Centralizm ułatwia im podkopuwanie dołków pod innymi...

miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2895432.html
Oficerowie komendy głównej nakłaniali mającego świetne wyniki wiceszefa
śląskiej policji, aby podał się do dymisji. - Komuś w Warszawie zamarzyło się
jego stanowisko - alarmują policjanci, którzy stanęli murem za swoim szefem.

Inspektor Andrzej Florczak jest współtwórcą śląskiego zarządu Centralnego Biura
Śledczego. Tworzył go razem z generałem Kazimierzem Szwajcowskim. Dzisiaj obaj
oficerowie z sukcesami kierują śląską policją. Szwajcowski jest komendantem
wojewódzkim, Florczak jego zastępcą. Odpowiada za pracę operacyjną i
dochodzeniową.
Kierowany przez nich garnizon ma najlepsze wyniki w Polsce. W prowadzonym przez
komendę głównym rankingu jest na pierwszym miejscu. To najlepszy wynik w
historii katowickiej komendy.
Z informacji "Gazety" wynika, że na początku lipca inspektor Florczak został
wezwany do komendy głównej, gdzie wysocy rangą oficerowie sugerowali mu, aby
podał się do dymisji. Nie podali powodu. Wiadomo jednak, że to jedyny sposób,
aby pozbyć się go z komendy. Do jego odwołania potrzebna jest bowiem zgoda
komendanta wojewódzkiego, który na pewno by jej nie wyraził. - Nie widzę
żadnego powodu, dla którego inspektor Florczak miałby odejść - powiedział nam
wczoraj generał Szwajcowski.
Murem za Florczakiem stanęli też jego podwładni, a nawet policyjni związkowcy.
To sytuacja bez precedensu. Antoni Duda, szef NSZZ Policjantów, rozmawiał nawet
na ten temat z komendantem głównym - wyraził sprzeciw wobec takich zakulisowych
działań. - Zbliżają się wybory, więc jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to pewno
chodzi o stołki - mówił przewodniczący Duda. - Prawdopodobnie komuś w Warszawie
zamarzyło się jego stanowisko.
Podobnie uważa Roman Wierzbicki, szef policyjnych związków w Katowicach.
Wysocy rangą oficerowie śląskiej policji twierdzą, że wymuszona dymisja
Florczaka uderzyłaby w komendanta Szwajcowskiego. W ten sposób straciłby bowiem
najbardziej zaufanego współpracownika.
- Wiele osób w stolicy pamięta generałowi aferę starachowicką (kierowane przez
Szwajcowskiego CBŚ wykryło, że prominentni politycy SLD ostrzegli kolegów o
planowanej akcji policji) i robią wszystko, żeby uprzykrzyć mu życie - mówi
jeden z oficerów. Świadczy o tym chociażby fakt, że Andrzej Brachmański,
wiceminister MSWiA z SLD, tuż przed swoją dymisją wręczył Szwajcowskiemu
rózgę. - Trudno o wymowniejszy sygnał - dodaje oficer.
Inspektor Florczak nie chciał wczoraj rozmawiać o sprawie. - Nie będę się
wypowiadał na własny temat - stwierdził wiceszef śląskiej policji.




Temat: Nasza klasa
Portal nasza-klasa.pl ma już rok, blisko trzy miliony
zarejestrowanych użytkowników, kilkadziesiąt tysięcy szkół. Wśród
nich są także te, które skończyli policjanci - w Szczytnie,
Poznaniu, Katowicach czy Pile. Mundurowi dopisują się do swoich
klas - często o profilu operacyjnym, dochodzeniowym czy
rozpoznawczym - i wklejają zdjęcia swoje i kolegów. "Ścigam złych
ludzi" - napisał w rubryce "o sobie" Marek, absolwent operacyjno-
rozpoznawczej podyplomówki w Pile.

Uważajcie, bo przestępcy też tam klikają

Starsi stażem policjanci są oburzeni zachowaniem adeptów. Na
internetowym forum policyjnym piszą, że baza danych o policjantach i
ich znajomych może posłużyć przestępcom do rozpoznania i namierzenia
funkcjonariusza. Mówią o specjalnych katalogach policjantów
tajniaków robionych przez pseudokibiców.

Niconus (policjant z dwunastoletnim stażem), który na portalu nasza-
klasa zobaczył swoje zdjęcie zrobione w szkole w Katowicach,
alarmuje: Niezła galeria. Wśród nich jest kilka osób, które pracują
dziś w sekcji kryminalnej. Jakie z nich teraz tajniaki? Ci, którym
nie przeszkadza, że zdjęcia są publikowane w necie, nie nadają się
do pracy w policji, albo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji.
Życzę, by nic im się nie wydarzyło. Na razie co drugi dzień usuwam
zdjęcia, na których jestem, a nikt mnie o zgodę nie pytał. Nie mam
zamiaru się ujawniać, bo od tego zależy moje życie.

Maxim: Nie chciałbym być w skórze kogoś, kto zostanie rozpoznany.
Ten serwis na bank jest monitorowany przez przestępców. Są na tym
forum osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, jak drobna
informacja o imieniu czy choćby rasie hodowanego przez policjanta
psa może zagrozić życiu jego i jego rodziny.

Zbigniew Urbański, z biura prasowego Komendy Głównej:
Zarejestrowałem się na portalu nasza-klasa. Wkleiłem swoje dwa
zdjęcia. Ale wpisałem się tylko do podstawówki w Gostyniu. Chciałem
odnowić kontakt z osobami, których nie widziałem kilkanaście lat.
Nie dopisałem się do żadnej szkoły policyjnej, choć ukończyłem ich
kilka. Ludzie wiedzą, że jestem policjantem, ale na portalu chcę być
cywilem.

Tajniak nie może wpaść w tak głupi sposób

Zdaniem Mariusza Sokołowskiego, rzecznika komendanta głównego,
zamieszczenie zdjęć w portalu jest indywidualną sprawą każdego
policjanta. - Ale jeśli doda zdjęcia kolegów bez ich zgody, może
mieć problem - zastrzega. - Jeśli mogło to w jakikolwiek sposób
pomóc w identyfikacji policjanta operacyjnego, przeprowadzimy
postępowanie wyjaśniające, a policjant może liczyć się z karą -
dodaje.

Komenda nie zamierza weryfikować zdjęć wrzucanych przez uczniów
policyjnych szkół. - Ale zareagujemy na oficjalne zgłoszenie każdego
funkcjonariusza - obiecuje Sokołowski. I apeluje do mundurowych, by
wykazali się ostrożnością i nie dołączali zdjęć grupowych ze szkoleń
i szkół.

Jednak wysoki rangą oficer z woj. lubuskiego uważa, że sam apel nie
wystarczy. - Komenda główna powinna zobligować szefów szkół, żeby
przestrzegali absolwentów przed robieniem wspólnych zdjęć. O
problemie i karach powinni mówić na odprawach także komendanci
jednostek. Tajniak ma za dużo do stracenia, żeby "wpaść" w taki
głupi sposób - tłumaczy. Skontaktowaliśmy się z administratorami
portalu nasza-klasa.pl. Twierdzą, że nie usunęli ani jednego zdjęcia
umundurowanych funkcjonariuszy, bo nie było takich próśb.

Usuwamy z portalu pornografię i agresję

- W portalu jest ponad 20 milionów zdjęć, każdego dnia pojawia się
kilkadziesiąt tysięcy nowych fotografii. Liczby te obrazują, że jako
serwis nie mamy możliwości weryfikacji każdej fotografii - tłumaczy
Maciej Pajęcki, dyrektor działu obsługi użytkownika. Zapewnia, że
usuwane są z portalu na bieżąco wszystkie zdjęcia związane z
nadużyciami (pornografią, obrazą uczyć religijnych, agresją). -
Dziennie jest ich kilkaset - mówi Pajęcki. - Tygodniowo otrzymujemy
także kilka postanowień z prokuratury o udzielenie informacji o
jakimś użytkowniku. Głównie chodzi o groźby i pomówienia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów




Temat: juszzajs policajafera królhucko
juszzajs policajafera królhucko
Szef chorzowskiej policji straci stanowisko za pracę w SB
Marcin Pietraszewski, Przemysław Jedlecki, Katowice 06-04-2006, ostatnia
aktualizacja 07-04-2006 09:24

Komenda główna zapowiada odwołanie ze stanowiska Michała Terlegi, szefa
chorzowskiej policji. Przez siedem lat pracował on bowiem w SB i tropił m.in.
opozycję. - To był wyjątkowo perfidny i cyniczny śledczy - mówi jeden z
liderów podziemnej "Solidarności" na Śląsku.

Michał Luty, były wiceprezydent Katowic, w latach 80. był jednym z liderów
opozycji na Śląsku. Członek kierownictwa podziemnej "Solidarności" zajmował
się drukiem antykomunistycznych wydawnictw. W 1983 r. za kolportaż ulotek i
kradzież maszyny do pisania skazano go na trzy lata więzienia (uniewinniony w
1993 r.). Oficerem, który zajmował się jego sprawą, był Michał Terlega - od
dwóch lat szef policji w Chorzowie.

Terlega przyznaje, że przesłuchiwał Lutego. Zapewnia jednak, że nigdy go nie
straszył i niczego na nim nie wymuszał. - Spotkania ze mną dawały mu oddech
od koszmaru, jaki przeżywał w celi. Rozmawialiśmy o życiu, polityce i
książkach - tłumaczy.

Luty inaczej pamięta te przesłuchania - Straszył mnie, że zamkną mi ojca. Był
najbardziej perfidnym i cynicznym ze wszystkich śledczych, z jakimi miałem do
czynienia - mówi.

Michał Terlega w SB pracował przez siedem lat. Mówi, że został tam
oddelegowany z milicji. - Potem przeszedłem weryfikację - podkreśla. W latach
90. kierował wydziałem do walki z przestępczością gospodarczą, a potem
inspektoratem komendy wojewódzkiej w Katowicach.

Luty: - Nie rozumiem, jak oficer z taką przeszłością może zajmować ważne
stanowisko w policji.

- Wielokrotnie mówiłem, że praca w SB nie jest przesłanką do zajmowania
stanowisk kierowniczych. Komendanci wojewódzcy muszą o tym pamiętać - mówi
gen. Marek Bieńkowski, szef polskiej policji. Podkreślił jednak, że każdy
przypadek jest oceniany indywidualnie, a pod uwagę brane są m.in.
zaangażowanie w pracę i uzyskiwane wyniki.

Przeprowadzona pół roku temu kontrola wykazała, że kierowana przez Terlegę
komenda ma jedne z najsłabszych osiągnięć w regionie. - Stwierdzono słabą
pracę operacyjną i wykrywalność, bezczynność w prowadzonych sprawach i złą
organizację - wylicza Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji. Terlega ma
też proces o zniesławienie innego oficera oraz prokuratorski zarzut zatajenia
informacji o wycieku z wydziału wykazu tajnych informatorów.

Oficer komendy głównej: - Odwołanie komendanta Terlegi zostało już
przesądzone. Decyzja zostanie ogłoszona w przyszłym tygodniu.

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3266198.html



Temat: Złodziej liczy na okup.

Policja rozbiła gang złodziei samochodów

Nawet kilka tysięcy samochodów mogli ukraść członkowie gangu, działającego przez
10 lat w południowej Polsce - podejrzewa śląska policja, która zatrzymała 11
członków tej grupy. Łącznie przedstawiono im 845 zarzutów. Dochody przestępców
wstępnie szacowane są na wiele milionów złotych.

"Oprócz kradzieży mężczyźni podejrzani są m.in. o paserstwo, wymuszanie okupów
za zwrot skradzionych aut, poświadczanie nieprawdy w dokumentach oraz udział w
zorganizowanej grupie przestępczej" - powiedział w czwartek PAP Adam Jachimczak
z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Według śląskiej policji, to największa w Polsce sprawa dotycząca kradzieży aut.
W ręce policjantów wpadli m.in. przestępcy zaliczani do najbardziej
poszukiwanych złodziei samochodowych i organizatorów procederu, polegającego
przede wszystkim na sprzedaży części skradzionych pojazdów.

"Złodzieje specjalizowali się w kradzieży luksusowych limuzyn oraz pojazdów
średniej klasy takich marek jak audi, bmw, mercedes czy volkswagen. Najczęściej
handlowali częściami pochodzącymi z demontażu tych samochodów, rzadziej żądali
okupu za ich zwrot lub legalizowali auta, przebijając ich numery" - dodał
Jachimczak.

W okolicach Katowic i na Podbeskidziu policjanci zlikwidowali dwa składy, gdzie
przechowywano kradzione samochody. W złodziejskim żargonie są to tzw. dziuple.
Gdzie indziej udało się namierzyć dwa tzw. szroty, czyli magazyny części,
pochodzących z kradzionych aut.

Przestępczy proceder kwitł pod przykrywką legalnej działalności. Przestępcy
prowadzili warsztaty samochodowe, komisy i skupy używanych, często nadających
się na złom aut. W rzeczywistości handlowali głównie częściami kradzionych
wozów. Niewykluczone, że w złodziejskiej sieci działały także inne legalne
firmy. Policja zapowiada kolejne zatrzymania.

Policyjni eksperci muszą teraz zbadać tysiące przejętych elementów aut i
akcesoriów, aby udokumentować, które z nich pochodzą z kradzieży. Odzyskano
warte łącznie kilka milionów złotych luksusowe limuzyny, których sprawcy nie
zdążyli jeszcze rozebrać. Terenowe modele toyoty land cruiser, toyoty RAV4 oraz
BMW X3 i X5 wróciły już do właścicieli.

Przestępcy działali od 1996 roku na Śląsku, Opolszczyźnie i w Małopolsce.
Zatrzymani mają od 29 do 47 lat. To mieszkańcy woj. śląskiego, małopolskiego,
świętokrzyskiego i mazowieckiego. Na poczet przyszłych kar i grzywien policjanci
zajęli ich pieniądze, sprzęt RTV i warte kilkaset tysięcy złotych samochody.

Dziewięciu członków grupy zostało już aresztowanych na trzy miesiące. O losie
dwóch pozostałych prokuratura i sąd zdecydują jeszcze w czwartek. Podejrzanym
grozi do 10 lat więzienia. Grupę rozbili policjanci z wydziału do walki z
przestępczością samochodową Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, we
współpracy z prokuratorami z wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną
katowickiej Prokuratury Okręgowej. (PAP)





Temat: Archiwum X - powstanie w Bydgoszczy
Archiwum X - powstanie w Bydgoszczy
zs.eo.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=1030&news_id=55352

" Ryszard Siewierski

Jest warszawskie archiwum X

Coraz więcej policyjnych grup wyjaśnia zbrodnie sprzed lat

W stołecznej policji powstało archiwum X, sekcja, która zajmie się umorzonymi
śledztwami sprzed lat. Podobne specgrupy mają mieć wkrótce także Bydgoszcz,
Gdańsk i Lublin.

W całej Polsce, w tym również w Warszawie, nie brakuje spraw nierozwikłanych
i umorzonych przez prokuraturę. W ostatnich latach były to głównie brutalne
zabójstwa. Pierwsza na pomysł utworzenia archiwum X wpadła pięć lat temu
krakowska policja.Zespołowi, który połączył nowoczesną technikę i niezawodny
nos detektywów, udało się do tej pory rozwikłać 14 spraw. W ślady Krakowa
poszedł Poznań, gdzie niewykrytymi sprawami mają się zajmować emerytowani
policjanci, oraz Katowice, gdzie do wyjaśnienia jest ponad sto takich spraw.

Warszawa się wahała

Stołeczna policja o utworzeniu sekcji zdecydowała nieoczekiwanie. Kiedy w
połowie grudnia 2004 r. pytaliśmy o powołanie specgrupy, KSP zapewniała, że
nie widzi takiej potrzeby.

Tymczasem w piątek komendant stołeczny policji nadinsp. Ryszard Siewierski
przysłał do nas pismo z informacją, że od 1 stycznia w wydziale dochodzeniowo-
śledczym działa "sekcja ds. umorzonych i zawieszonych śledztw, która
realizuje zadania archiwum X". - Zajmuje się tym siedmiu doświadczonych
policjantów - dodaje. Stołeczna specgrupa, poza starymi zbrodniami, ma się
też zajmować spektakularnymi kradzieżami i napadami.

Niestety, w stołecznym archiwum X nie będą pracować policjanci ze
zlikwidowanego niedawno wydziału zabójstw. Swojej skuteczności dowiedli oni
m.in. dwa lata temu, gdy zatrzymali zabójców Maćka Karbowiaka, zmordowanego w
styczniu 1995 r.

Morderca z DNA

Archiwum X chcą również utworzyć policja w Bydgoszczy, Gdańsku i Lublinie. -
Taką potrzebę widzi naczelnik naszego wydziału kryminalnego - mówi Janusz
Staniszewski z gdańskiej komendy.

- Policja ma teraz możliwości techniczne, jakie przed laty nikomu się nie
śniły. Dzięki temu można rozwikłać przynajmniej część spraw.

Funkcjonariusze z polskich archiwów X będą mieli do dyspozycji komputerowy
system AFIS, który w bazach danych wyszukuje i porównuje odciski palców. Będą
również korzystać z usług laboratorium kryminalistycznego, które na podstawie
śliny czy włosa może ustalić kod DNA sprawcy a także z baz danych o broni,
która była wykorzystywana przy różnych przestępstwach.

Data: 08.01.2005
Małgorzata Czyczło mczyczlo@zw.com.pl Rafał Pasztelański "

- to bedzie ciekawe

radca




Temat: Policjanci dorobią tylko w Kłobucku
No to pojechałeś po całości :)

A nowoczesna Akademia Policyjna już jest, nazywa się Centrum Wyszkolenia
Policji w Legionowie. Nie twórz kultu Amerykanów, bo co jak co, ale z ich
poziomem ogólnej wiedzy o świecie jest miernie.
Z zaskoczeniem wyczytałem ostatnio w sieci jak to postanowiono zbadać ile
prawdy jest w opinii że amerykanusy to durnie. Wiesz ilu z nich uważa że film
Gwiezdne Wojny powstał na faktach autentycznych? :)).

Szeregowy policjant powinien zarabiać na tyle, żeby lokalne Komendy Policji
nie musiała naciągać samorządów na dofinansowanie. Bo to niestety naciąganie
po całości. Częstochowa zrobiła całkiem sporo, by pomóc Policji. Zapytaj w
Magistracie ile pieniędzy wtopiono w komisariat na Rakowie, ile kosztuje
dofinansowanie służby kandydackiej?.
Myślisz, że przyjemnie jest czytać prasowe doniesienia, że Policja goniąc
piratów komputerowych wykorzystuje do analiz i ekspertyz pirackie
oprogramowanie? Albo idąc na Komisariat widzieć leciwy komputer z napisem
"własność prywatna sierżanta X".
Możesz też zapytać szeregowego policjanta skąd ma podstawowe materiały
piśmiennicze. Zapytaj proszę, skąd jest papier na notatki, skąd ma długopis.
Podobnie jak fachowcy z KGP, wolę tego nie wiedzieć; z tą tylko różnicą że ja
jestem obywatelem, zaś Komenda Główna sprawuje nadzór nad własną służbą.
Czyżby fachowcom nie przyszło na myśl zważyć ton różnych dokumentów,
zaświadczeń, protokołów i po przeliczeniu porównać ilość wyproduktowanych
śmieci z ilością dokonanych zakupów mat.biurowych dla poszczególnych komend?
Stawiam tezę, że gdyby nie darmowe długopisy z logo wskazującym na producentów
z różnych branż, stójkowi nie mieli by czym pisać w kapownikach- to jest
smutna prawda.
Stąd jeden z postulatów akcji protestacyjnej policjantów, że nikt nie ma prawa
wymagać od nich dokładania z własnej pensji do instytucji w której pracują.

Policjant powinien zarabiać tyle, żeby za pensję mógł chociaż utrzymać
rodzinę. Chce dorobić do lepszego auta, niech ma możliwość dorabiania ale jako
ochroniarz a nie jako policjant. Przecież rozwiazanie które proponuje
policyjna wierchuszka to patologia, kwadratura koła .
Nie powołuj się na amerykański przykład. Tamtejsza struktura sił policyjnych
jest bardziej zróżnicowana niż w naszych realiach.
Na poszczególnych szczeblach administracyjnych inaczej wygląda sposób
finansowania sił mundurowych. Samych agend rządowych utrzymywanych za
pieniądze podatników jest kilkanaście; władze stanowe, hrabstwa czy wreszczcie
miasta utrzymują swoje siły policyjne na które mają wpływ przez kij i
marchewkę.
Reasumując, chory pomysł z tym dorabianiem po godzinach za samorządową kasę.
Przy wrednym przełożonym tylko rękodajni będą mieli możliwość zmieścić
dodatkowe służby tak by zachować prawo do odpoczynku. Komendant wojewódzki w
Katowicach zabrał swym ludziom dodatkową kasę za złapanie łobuza na gorącym
uczynku i liczy że samorządy wyłożą kasę na dodatkowe patrole??
Nie ma kasy na podniesienie pensji policjanta ale znajdują się fundusze na
wymianę umundurowania w skali całego kraju? Że niby chodzi o komfort?
Prawdziwym komfortem jest zarobić na własne i rodziny utrzymanie. Uniform jest
sprawą drugorzędną
Coś tu jest nie tak w samej Policji - niestety.



Temat: policjant to ............??????????
policjant to ............??????????
Policjanci nie pomogli pobitemu mężczyźnie

ZOBACZ TAKŻE

• Komentuje Krzysztof Orszagh (31-01-03, 20:27)

Żywieccy policjanci uderzyli pałką pobitego mężczyznę i nie
zainteresowali się
nim, choć kilka godzin wcześniej żona zgłosiła jego zaginięcie. 27-
latek zmarł.
Sprawę wyjaśnia komenda wojewódzka
czytaj dalej »
r e k l a m a

Beata Hajduga została sama z pięcioletnim synkiem Michałem. Chłopiec
wie, że
tata zasnął i anioły zabrały go do nieba, ale wciąż tęskni. Beata w
miesiąc
schudła 10 kg, bo codziennie rano jeździ między Tychami a Żywcem,
próbując
rozwikłać zagadkę śmierci męża, a potem biegnie do pracy.

Kilka dni temu odkryła, że ciężko pobitego Arka wyrzucono z pociągu. -
Gdy
przeczytałam zeznania kierownika pociągu, myślałam, że zwymiotuję z
przerażenia. Mój mąż był trzeźwy, tylko ranny, nie potrafił podać daty
urodzenia. Spisali jego dane z książeczki wojskowej, uderzyli pałką i
poszli.
Potem tego samego dnia drugi raz legitymowano go na dworcu w Żywcu -
widziała
to kasjerka. Jakiś człowiek wezwał pogotowie. Arek zmarł w szpitalu -
opowiada
Hajduga.

Arkadiusz Hajduga spotkał się 27 grudnia ze znajomą w Katowicach. Miał
wrócić
do Tychów nocnym pociągiem. Dzwonił do żony, wysyłał SMS-y. Nagle jego
komórka
zamilkła. Następnego dnia Hajduga zawiadomiła policję. Komunikaty z
danymi Arka
trafiły do jednostek w całym województwie. Jednak policjanci, którzy
tego dnia
legitymowali go w Żywcu, nie zabrali Arka do komendy, jak się to robi w
przypadku osoby zaginionej, tylko kazali mu wysiąść z pociągu. -
Policjanci
uderzyli mężczyznę pałką w pośladki, bo nie chciał opuścić wagonu. Nie

medykami, nie wiedzieli, co mu dolega. A ponieważ na nic się nie
skarżył, nie
wezwali pogotowia - tłumaczy komisarz Jacek Rozumek, rzecznik
żywieckiej
policji.

Dlaczego Hajduga nie figurował jako zaginiony? Pod koniec roku w
policji
zmieniano system rejestracji danych. Stary już nie działał, a nowy
jeszcze nie
był do końca sprawny.

Wątpliwości w tej sprawie jest jednak więcej. Policjanci nie
zabezpieczyli
śladów z ławki w dworcowej poczekalni, gdzie znaleziono Arka, ani z
jego
ubrania. Przez miesiąc śledztwa nie ustalili też, gdzie spędził
ostatnie
godziny życia, czy ktoś pobił go w pociągu, co robił w Żywcu oraz jaki
patrol
legitymował go po raz drugi na dworcu.

- Czekamy na dokładną opinię biegłego, która ukierunkuje nasze
działania. Wtedy
będziemy wyjaśniać, czy to pobicie, czy nieszczęśliwy wypadek. Poza tym
rodzina
może złożyć wniosek o dopuszczenie dowodu z ubrań - tłumaczy Rozumek.

Beata Hajduga była wczoraj w tyskiej prokuraturze. Złożyła doniesienie
na
policjantów z Żywca. - Nie dość, że pobili męża pałką, to jeszcze nie
udzielili
mu pomocy. Miał poważne obrażenia głowy, ale może udałoby się go
uratować,
gdyby wcześniej trafił do szpitala - twierdzi.

Komendant żywieckiej policji, który dotąd utrzymywał, że zachowanie
jego
podwładnych było odpowiednie, polecił wczoraj wszcząć postępowanie w
sprawie
interwencji w pociągu. Wyjaśnienie sprawy zapowiada też komisarz
Grzegorz
Olejniczak, rzecznik śląskiej policji.

Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej wyznaczyło 5
tys. zł
nagrody dla osoby, która wskaże sprawców śmierci Arka. Jego szef
Krzysztof
Orszagh złożył w piątek w komendzie głównej skargę na żywiecką policję.
nic dodać nic ująć tylko .........
tylko co ?